wtorek, 6 października 2015

ASP

Tak wiem nie jest to 9 rozdział fleszy :[
Tak wiem notki nie było przez dwa miechy.
Tak wiem to tylko chaotyczny one shot.
No ale cóż powiedzieć kochani. Matura is coming. Dużo nauki, pracy i mało czasu. Dlatego nie bijcie jak notki będą się wolno pojawiać. przepraszam was za to. Ale jak na razie jedyne co to mogę wam obiecać że bloga nie porzucam i nie zamierzam tego w przeciągu najbliższych miesięcy. A jeśli chodzi o rozdział to mam już 8 stron worda i niby mogłabym to wrzucić, ale zdecydowałam się że zamknę rozpoczęty wątek w rozdziale i nie będę tego dzielić bo to nie ma sensu.
Przestaję więc gadań i wrzucam one shota (z nimi jest prościej bo w większości wymagają tylko korekty lub dopisania zakończenia). Mam nadzieję, że wam się spodoba i że jakoś jeszcze trochę wytrzymacie.

***


Naruto Uzumaki był uczniem jednego z większych ASP w kraju. Był członkiem trzeciego oddziału artystycznego. Wszyscy studenci z roku byli podzieleni na odziały według swoich predyspozycji i uczęszczali na odpowiedni dla nich zajęcia. Grupa trzecia specjalizowała się w malowaniu ołówkami, grafitem oraz węgielkami.
Chłopak wychodził właśnie z pracowni starając się doczyścić ubrudzone od węgla ręce, zostawiając ciemne smugi na jasnych spodniach, kiedy usłyszał jak ktoś wypowiada jego imię. Podniósł głowę i napotkał wzrokiem cztery uśmiechnięte dziewczyny. Po błyskawicznym rachunku, skojarzył je jako studentki z oddziału pierwszego, zwanego "kolorowym" - nastawionego na malowanie wszystkimi rodzajami farb oraz pasteli. Wydział w prawie 100% żeński, słynął z zatrważającej ilości pięknych oraz dobrze wyposażonych dziewcząt, o których marzyli nocami chłopacy z innych kierunków.
- Jesteś Naruto Uzumaki prawda? - Zapytała wysoka blondynka z szerokim uśmiechem. Naruto w milczeniu potaknął. Czego mogą od niego chcieć te piękności?
- Jesteśmy z oddziału pierwszego. - Zaczęła druga, niziutka brunetka. Zbliża się termin zaliczenia naszego "Wielkiego projektu". Rozumiesz prawda?
-No.. - Zaczął nie pewnie. Sam termin rozumiał. Wielki projekt była to jedna z form zaliczeniowych na ich uczelni, odziały były dzielone na grupy oraz losowały tematy prac. Najlepsza praca zwalniała daną grupę z kolokwium zaliczeniowego z historii sztuki. Jak mawiał ich rektor "Wybitny artysta powinien zająć się własnymi pracami, nie czyimiś". Tylko co on miał z tym wspólnego?
- Wylosowałyśmy m-męskie a.. akt. - Prawie szepnęła dziewczyna do tej pory schowana za koleżankami. Jej twarz była cała czerwona. - Więc bardzo chciałybyśmy Cię poprosić o bycie naszym modelem, Naruto.
- Jesteś jednym z największych przystojniaków na roku zgodzisz się? Prosimy. Oczywiście będziesz mógł pozostać w bieliźnie. Nie żebyśmy kazały cię się publicznie rozbierać do naga. - Dokończyła ostatnia, o długich różowych włosach. Wszystkie cztery zaczęły się w niego wpatrywać z niemą prośbą w oczach i rękami złożonymi jak do modlitwy.
Chłopak zrobił kolejny rachunek tym razem sumienia. Dzisiaj rano autobus się spóźnił dzięki czemu udało mu się na niego zdążyć. Na ćwiczeniach z "Najwybitniejszych dzieł artystów XV wieku nie został pytany mimo zapowiedzi. Zaś wykładowca z "Rekonstrukcji portretów arystokratów" zachorował, dzięki czemu odwołali im dwa ostanie wykłady. Czy mogło być lepiej? Najwidoczniej mogło. Tak oto zaraz przed jego wyjściem do domu śliczne studentki z najlepszego oddziału uczelni, proszą go o pozowanie bo jest "przystojny".
- Jasne z chęcią pomogę koleżankom z roku. - Naruto wyszczerzył się we wspaniałym uśmiechu. Jedna z dziewczyn cicho westchnęła. - Gdzie i kiedy mam się zjawić?
- Bądź koło siódmej pracowni, w piątek o godzinie 11, nasza opiekunka zwolni cię z wykładów tego dnia, więc nie będzie problemów. - Podjęła blondynka. W podzięce rzucając mu się na szyję i cmokając w policzek. Chłopaka owiały jej drogie perfumy. Zaraz potem cała czwórka odeszła w stronę schodów.
"Nieźle się zapowiada." Pomyślał blondyn kierując się w stronę wyjścia z uczelni. "Pozować dla samych dziewczyn, ale mi się trafiło. Kiba padnie z zazdrości." Z tą myślą zaczął wybierać numer na telefonie.

*
Do pozowania, mimo braku wytycznych Naruto należycie się przygotował. Kupił sobie całkiem nowe niebieskie bokserki. Przed wyjściem umył się dokładnie i wypachnił pożyczonymi iście męskimi perfumami. Poświęcił też dużo czasu swoim włosom. Na początku planował jakąś bardziej zmyślną fryzurę, jednak włosy nie sprostały oczekiwaniom. Więc zmyślnie ułożył je za pomocą żelu. Swojemu strojowi zewnętrznemu, też poświęcił więcej czasu niż zwykle. Poszarpane ciemne jeansy idealnie komponowały się z pomarańczową koszulką z wizerunkiem płomienia, błękitną bluzą oraz firmowymi czerwonymi trampkami. Przećwiczył nawet przed lustrem wciąganie już i tak chudego brzucha. W takich momentach cieszył się, na swoją nałapaną w trakcie lata opaleniznę.
Kiedy patrząc po raz setny w lustro, w końcu stwierdził, że nie zbłaźni się przed tymi wszystkimi studentkami i nie zniszczy ich opinii o tym że jest przystojny, wybiegł z domu na autobus.

*

Kiedy chłopak znalazła się przed siódmą pracownią, przed wejściem odetchnął głęboko parę razy. Powoli łapała go trema. Mając nadzieję, że niczego nie zawali, niepewnie zajrzał do środka. Pomieszczenie dzięki wielu oknom na jednej ścianie było dobrze oświetlone. W parunastu strategicznie rozstawionych miejscach stały sztalugi, wokół których kręciły się plotkujące dziewczyny. Na samym środku było podwyższenie dla modela obłożone czerwonym materiałem, zaś pod jednym z okien stała miękka kanapa bez oparcia.
- Witajcie dziewczęta.-Powiedział Naruto, uśmiechając się przy tym szeroko. - To co mam robić?
- Witaj. - Odpowiedziały chórem, patrząc na niego. Jak zauważył wszystkie były ubrane, w tak zwane ciuchy "robocze" ubrudzone w wielu miejscach farbą.
- Skoro jesteś to pewnie będziemy zaczynać. - Powiedziała dziewczyna najbliżej niego. Wysoka szatynka, o dzikim spojrzeniu. W pomieszczeniu nie było żadnej nauczycielki ani innego opiekuna, ponieważ te zajęcia były organizowane całkowicie przez studentów. - Twoim zadaniem będzie stać na podeście, uśmiechać się i na naszą prośbę co jakiś czas wykonywać różnorakie pozy. Mamy przegotowany aparat więc nie będziesz musiał tkwić w nich w nieskończoność.
Naruto przytaknął, dając znak że zrozumiał i wszedł głębiej do sali.
- No to teraz rozbieraj się. - Krzyknęła blondynka w kucyku, co wywołało falę śmiechu. Chłopak zdecydowanym ruchem pozbył się większości odzienia. Paradując dumnie w swoich nowych bokserkach wskoczył na podest.
Początkowo prężył się w wymyślnych pozach na prośby dziewczyn. Te również zagadywały go, przedstawiały się i zadawały przyjacielskie pytania. Bardzo spodobała mu się ta "praca". Zawsze lubił być w centrum uwagi, adorowany przez innych. Takie zabieganie o jego uwagę bardzo mu schlebiało oraz łechtało jego ego. Naruto Uzumaki był chłopakiem, który lubił być zdobywany przez kogoś.
Przypomniał sobie miny kolegów gdy powiedział, że będzie modelem dla "kolorowego" wydziału. Opadły im szczęki do samej ziemi i zazdrościli mu tego szczęścia. W końcu jakie są minusy pozowanie pół nago, dla samej płci pięknej? Prawie żadne.
Naruto stał właśnie bez żadnej konkretnej pozy. Większość artystek już porobiła swoje zdjęcia i tylko co jakiś czas patrzyły w jego stronę skupionym wzrokiem. Nie przeszkadzało mu te spojrzenia. W sali panowała bardzo luźna atmosfera, dziewczyny rozmawiały, śmiały się, zadawały mu pytania, a on z chęcią włączał się do rozmowy, poznając imiona koleżanek.
Nagle drzwi do sali otworzyły się i do pomieszczenia wszedł wysoki, przystojny brunet.
- Spóźniłem się tylko godzinę, nie mogę w to uwierzyć. – Powiedział podchodząc do wolnej sztalugi.
- Witaj Sasuke. – Powiedziały chórem dziewczyny, uśmiechając się do niego promiennie. Naruto patrzył na niego lekko speszonym wzrokiem. Cholera, nie pomyślał, że na kolorowym jednak są jacyś faceci. Nie wiedzieć czemu, skrępował się na myśl, że w momencie gdy jest półnagi, będzie oglądał go jakiś inny chłopak.
- Witajcie dziewczyny. – Sasuke przywitał się uprzejmie, wyciągając z plecaka szkicownik.
- Będziesz się przebierać? – Spytała Sakura, studentka o różowych włosach. Brunet miał na sobie śnieżnobiałą koszulę, która faktycznie mało pasowała do malowania.
- Chyba nie ma większego sensu. Nie jestem pewny ile czasu będę mógł tu siedzieć. – Odpowiedział i zaczął wpatrywać się bez skrępowania w stojącego na Sali modela. Naruto odwrócił wzrok, czując jak się rumieni. Czemu on się tak intensywnie w niego wpatruje?
Przez kolejną godzinę wszyscy malowali. Blondyn co jakiś czas, wbrew sobie zerkał na rysującego Sasuke. Coś w nim intrygowało blondyna. Ten szybkimi ruchami ołówka szkicował w swoim rysowniku. Co parę minut przerzucał kolejne kartki i zaczynał od nowa. Parę razy patrzył na Naruto i ich spojrzenia się spotykały. Uśmiechał się wtedy delikatnie, a blondyn speszony odwracał wzrok. Dodatkowo zaobserwował, że inne dziewczyny też zerkały na bruneta spod rzęs.
Nagle w sali rozległ się dźwięk telefonu. Brunet schylił się i z plecaka wyjął czarną komórkę. Spojrzał a wyświetlacz i odebrał.
- Halo?- Spytał rozmówcy. Czekał chwilę, słuchając odpowiedzi. – Tak, poczekaj, zaraz tam będę.
Sasuke rozłączył się i chwytając plecak wyszedł szybkim krokiem z Sali, na odchodnym rzucając pożegnanie, zaś dziewczyny odprowadziły go zmartwionym wzrokiem.

*

                Na kolejną sesję z kolorowymi Naruto umówił się na sobotę. Studenci ASP bardzo często chodzili w weekendy tworzyć na uczelnię, więc nie był to dla niego problem. Blondyn obudził się i ziewnął przeciągle. Tak chciało mu się spać, nikt chyba nie obrazi się na małą drzemkę. Ignorując słońce, które raziło go w twarz przekręcił się na drugi bok. Z uśmiechem znowu chciał pogrążyć się w słodkim śnie.
                Naruto poleżał tak dosłownie 3 sekundy i zerwał się przerażony.
- Ja piórkuję, zaspałem! – Wrzasnął i wyskoczył z łóżka. Zaplątany w kołdrę upadł z hukiem na podłogę. Po minucie już ubrany, potykając się, szukał kluczy do mieszkania. Po kolejnych trzech, biegł już na autobus, którym mógł dojechać na uczelnie. Zaś po piętnastu, pokonywał korytarze ASP ignorując zadyszkę. Przecież nie mógł zawieść rzeszy pięknych dziewcząt. No i jednego przystojnego chłopaka.
                Blondyn wpadł do sali numer siedem, potykając się na progu i cudem unikając upadku.
- Przeprasza… za… spóźnienie. Zaspałem! – Wysapał. Oparł się rękami o kolana i pochylił się.
- A gdzie to się niby spóźniłeś? – Naruto poderwał głowę i zorientował się, że coś jest nie tak. Ze zdziwieniem wpatrywał się w Sasuke, który siedział przy sztaludze w swoim roboczym stroju. Dzisiaj miał na sobie ciemne jeansy oraz czarną koszulkę, ubrania były gdzie nie gdzie poplamione kolorową farbą. Chłopak był w sali sam i to on zadał to pytanie.
- Ja.. nie rozumiem. – Blondyn usiadł na kanapie w rogu sali, starając się uspokoić oddech. – Która godzina??
- Jeśli chodzi o nasze spotkanie, to jesteś godzinę za wcześnie. – Sasuke wrócił do szkicowania w zeszycie.
- No to nie potrzebnie panikowałem. – Naruto zaśmiał się i poczochrał w zakłopotaniu włosy. – A co ty tutaj robisz tak wcześnie? Tak w ogóle to jestem Naruto, nie rozmawialiśmy chyba wcześniej.
- Jestem Sasuke. – Sasuke spojrzał na chłopaka przenikliwym wzrokiem. Naruto przeszło przez myśl, że ten ma bardzo ciekawy kolor oczu. Taka błyszcząca czerń. – A co do twojego poprzedniego pytania.. Lubię to miejsce. Jeśli nie mam.. problemów w domu, często przesiaduję na uczelni i maluje.
- Przepraszam, nie chciałem zadawać osobistych pytań. – Blondyn ziewną przeciągle. – Ale jestem zmęczony! Idę po kawę, chciałbyś coś?
- Jeśli to nie problem, to czarną bez cukru.
- Jasne.
                Naruto wyszedł z sali i skierował się do kawiarni „Paleta”, która znajdowała się na parterze ich uczelni. U miłej kobitki zamówił dla siebie kawę z bitą śmietaną, karmelem i niewyobrażalną ilością cukru oraz czarną kawę dla Sasuke. Wracając z dwoma kubkami nikogo nie minął na korytarzu. Mimo wszystko było bardzo wcześnie. Blondyn mimochodem zastanawiał się od, której jego towarzysz może siedzieć w tej sali. Nie czuł się samotny? A może po prostu lubił ciszę gdy tworzył?
                Po powrocie od razu skierował się w stronę bruneta i wręczył mu jego napój. Zerknął na rysunek, który ten właśnie kończył. Był pod wrażeniem dokładności szkicu.
- Mogę zobaczyć? – Spytał właściciela szkicownika. Po otrzymaniu pozwolenia przejrzał szybko wszystkie rysunki. – Przecież.. one są obłędne. Wyglądam jak żywy. Czemu nie malujesz?
Sasuke przyjrzał się krytycznie szkicownikowi.
- Mam wrażenie, że nie są idealne. – Spojrzał blondynowi w oczy. – Nie potrafię dokładnie odwzorować twojego piękna.
                Naruto przełknął ślinę i starał się ukryć rumieniec zażenowania popijając kawę. Nie wiedząc gdzie podziać oczy, skierował się na kanapę stojącą pod oknem.
- Nie chcesz mojego zdjęcia? – Spytał gdy uświadomił sobie fakt, że Sasuke ich nie robił.
- Słucham? – Sasuke spojrzał na niego zdziwiony, odrywając wzrok od szkicu.
- Yyy… to znaczy.. – Naruto zachłysnął się, kiedy zdał sobie sprawę jak to musiało zabrzmieć. Wbił wzrok w swoją kawę ,na której kurczowo zacisnął dłonie. – Dziewczyny robiły zdjęcia, no wiesz.. do malowania! Haha nie żebym ja Ci proponował, że ja, nie haha..
Poczuł jak czerwieni się po same uszy.
- Mam pamięć fotograficzną. – Powiedział brunet z zaciekawieniem przyglądając się reakcji chłopaka. Poczekał chwilę aż ten na nowo się rozluźnił. – A jeśli model na którego patrzę przystojny, to tylko łatwiej zapamiętać wszystkie szczegóły.
                Naruto poderwał głowę, na powrót zażenowany. Odetchnął gdy okazało się, że Sasuke na niego nie patrzy. Nie zdawał sobie sprawy, że choć ten patrzy na sztalugę, cały czas obserwuje jego ruchy kątem oka. Przyssał się więc do napoju, ciesząc się, że ma czym zająć ręce. Już nie był zmęczony.
- Nie jest Ci dziwnie musieć rysować nagiego, no półnagiego faceta?
- Nie jest tak źle, masz bardzo ładne oczy. – Stwierdził Sasuke ostrząc stępiony ołówek. – Po za tym temat od początku narzucał mężczyznę w roli modela. Wybór zostawiłem dziewczynom.
- A czemu ty im nie pozujesz? – Naruto postanowił zignorować uwagę o swoich oczach. – Przecież też jesteś przystojny.
                I tu nie kłamał. Pociągła blada twarz, błyszczące czarne oczy i lśniące okalające głowę włosy tego samego koloru. Delikatne mięśnie pod opiętą koszulką i długie palce. Sasuke wyglądał bardziej jak model a nie malarz.
- Naruto. – Sasuke spojrzał na niego i westchnął. – A jak wtedy namalował bym swój obraz? Po za tym według regulaminu model musi być z innego oddziału.
- Ah no tak.. faktycznie. – Właśnie tak. Naruto jest na tej uczelnie od trzech lat, ale regulaminu Wielkiego Projektu nie przeczytał. Ani razu. Był w ogóle jakiś regulamin?
Gdy Naruto dokończył swoją kawę, postawił kubek na ziemi i przeciągnął się. Zegar wskazywał, że jeszcze ponad pół godziny do przyjścia innych dziewczyn z kolorowego oddziału. Nie chciał przeszkadzać tworzącemu chłopakowi, więc zdjął buty i usiadł w poprzek kanapy. Lewą nogę zgiął w kolanie blisko ciała, a na opartym o parapet okna łokciu oparł głowę. Prawe kończyny wyprostował i rozluźnił. Tym też profilem był teraz obrócony do Sasuke. Naruto wpatrywał się w krajobraz za oknem. Byli na ostatnim piętrze uczelni, więc mógł podziwiać znajdujące się w dole park. Rozluźnił się całkowicie, wsłuchując się w cichy dźwięk rysującego ołówka. Przymknął powieki.
Po jakimś czasie zdał sobie sprawę, że dźwięk ucichł. Otworzył oczy i obrócił głowę. Ze zdziwieniem wpatrywał się w bladą twarz Sasuke, która znajdowała się tylko parę centymetrów od niego. Chłopak miał idealnie wykrojone wargi. Naruto nie wiedział czy jego serce zareagowało tak na obecność chłopaka, czy na fakt, że to nagłe pojawienie głęboko go przeraziło.
- Wróć do poprzedniej pozy dobrze? – Szepnął brunet, a jego kawowy oddech uderzył do nozdrzy Naruto. Chłopak posłusznie obrócił z powrotem głowę, modląc się w duchu, by ta bliskość nie wywołała kolejnych rumieńców. Zganił się za takie reakcje. W końcu zgodził się być modelem, a kontakt z przyglądającym się artystą był czymś normalnym. – Możesz zdjąć koszulkę?
„Sam się zgodziłeś na akt. Nie wyobrażaj sobie nic nie przyzwoitego.” – Powtarzał sobie w myślach gdy koszulka wylądowała na podłodze. Sasuke, pytając wcześniej o pozwolenie, delikatnie przekręcił jego twarz. Zimne palce przejechały po jego policzku, zostawiając gorący ślad.
- Patrz się przed siebie. – Brunet oddalił się trochę by ocenić efekt. – Naprawdę jesteś piękny wiesz?
Naruto wpatrywał się w swoje dłonie. Mógł już się ruszać, ponieważ Sasuke wrócił na miejsce i teraz rysował jak szalony. Chyba załapał wreszcie wenę. Pierwszy raz usłyszał tyle komplementów na swój temat. I to od faceta. Blondyn wymierzył sobie mentalnego policzka. Chłopak był artystą. Dostrzegał w nim potencjał na dobry obraz i tyle. A ten wyobrażał sobie niewiadomo co. Westchnął i by się opamiętać, postanowił przejść się po sali. Z ciekawością oglądał obrazy dziewczyn. Praktycznie każdy był inny, przedstawiając jego ciało z innej perspektywy. I na każdym wyglądało jakby był całkowicie nagi. Z coraz bardziej dumnym uśmiechem ze swojej nie bagatelnej urody, podziwiał coraz to lepsze obrazy.
                Gdy zobaczył już wszystko, stanął koło Sasuke. Na białym płótnie znajdowało się kilka smug ołówka, składający się na luźny szkic. Brunet ze skupioną miną testował odcienie farb na swoim przedramieniu. Na bladej skórze odznaczały się smugi czerni, szarości i błękitu.
- Tak mało kolorów używasz? – Spytał Naruto, z zaciekawieniem przyglądając się niespotykanemu nawykowi chłopaka. – Nie wolisz palety?
- Właśnie przez to, że mogę użyć każdego dostępnego koloru, tak ważnym jest by praca zachowała minimalizm i nie zmieniła się w coś tandetnego. – Sasuke uśmiechnął się, przyglądając się krytycznie swojej lewej ręce. – Chodzi ci o to, że mieszam farby na przedramieniu? W ten sposób sprawdzam konsystencję koloru. Widząc ją na skórze, mogę ją porównać z rzeczywistymi kolorami. Bardzo przydatne podczas malowania portretów.
- Brzmisz jak prawdziwy profesjonalista.
- To raczej doświadczenie. Możesz się trochę pochylić? – Sasuke obrócił się w stronę chłopaka i spojrzał mu w oczy. Ich twarze znowu dzieliło tylko parę centymetrów. Udając, że nie zauważył jak Naruto cały zesztywniał, porównał kolor jego tęczówek z błękitną farbą na nadgarstku. – Naprawdę masz ładne oczy.
Blondyn nie zdążył skomentować, tylko odskoczył od chłopaka słysząc otwierające się drzwi. Był półnagi, a ich pozycja była w końcu dość dwuznaczna.
- Och wy już tutaj chłopaki? Witajcie.
- Witaj Sakura. – Przywitał się grzecznie Sasuke, dodając trochę granatu do błękitnej mieszanki.
- Hej. – Naruto podziwiając po raz ostatni chłopaka przy pracy z tak bliska wrócił na kanapę.

*

Po paru minutach pomieszczenie już tętniło życiem. Przez kolejne trzy godziny Naruto pozował i zagadywał roześmiane dziewczyny.
- Naruto mógłbyś podejść do mnie na chwilę? – Sasuke odłożył pędzelek i wytarł dłoń o spodnie. Poczekał aż chłopak do niego podejdzie i wstał. Był wyższy od Naruto więc delikatnie złapał jego podbródek i podniósł do góry. Trwali tak krótką chwilę, a blondyn zamarł po raz kolejny podziwiając z bliska tak piękną twarz. No pięknie, teraz te dziewczyny mnie zabiją, widziałem jak na niego patrzyły, przeszło mu przez myśl.
Sasuke uśmiechnął się ciepło i puścił jego twarz.
- Nie sądziłem, że tak trudno będzie uchwycić tą barwę. – Szepnął patrząc na swój obraz. Naruto zaś rozejrzał się spłoszony po sali. Dziewczyny uśmiechały się podejrzanie, zerkając na nich zza sztalug. Na miękkich nogach poszedł w stronę kanapy. Kątem okaz zobaczył, że Sasuke zaczął intensywnie malować po swoim płótnie.
                Telefon zadzwonił niespodziewanie, Sasuke odebrał nie przestając malować. Po krótkich słuchaniu zerwał się z krzesła i zostawiając wszystko tak jak leżało, złapał torbę i poleciał w stronę drzwi.
- Nie przejmujcie się tym, znajdę czas by dokończyć obraz. – Rzucił jeszcze w odpowiedzi, zanim jakakolwiek z dziewczyn zdążyła zadać pytanie.

*
W sali spędzili jeszcze ponad godzinę, podczas której Naruto wiele razy zerkał w kierunku drzwi z nadzieją, że Sasuke wróci. Te jednak nie otworzyły się ani razu. W końcu nadszedł czas by zbierać się do domu. Dziewczyny szczęśliwe z efektu czyściły pędzle i impregnowały zaschnięte części obrazów. Blondyn mając przed sobą wizję oczekującego go sprzątania mieszkania po całym tygodniu, w końcu sam zebrał swoje rzeczy i wyszedł. Przez całą drogę jego myśli uciekały ku tej samej scenie. Oczyma duszy Naruto widział samotnego bruneta w pustej pracowni. I jego czarne błyszczące oczy, którym miał dzisiaj okazję się przyjrzeć.

*

- Naruto masz notatki prawda?
- Jasne, że mam. – Blondyn wyjął ze swojej torby zielony zeszyt w groszki i podał koledze. – A ty Kiba postaraj się nie przesypiać wszystkich wykładów..
- Ja wcale nie spałem! Po prostu uczę się medytacji.
Naruto odwrócił się zdziwiony, gdy poczuł pukanie w plecy.
- Nie przeszkadzam? –Sasuke uśmiechnął się delikatnie, machając bladą dłonią.
- Sasuke! – Blondyn uśmiechnął się szeroko. – Co ty tu robisz? Nigdy cię nie widziałem w tej sekcji.
- Jeśli to takie dziwne to ja sobie mogę pójść. – Brunet zrobił gest wskazując w stronę schodów i przewrócił oczami.
- Nie! – Naruto złapał go za rękę by został. Puścił ją jednak od razu, czując rumieniec na policzkach. – Zostań. Po prostu jestem zdziwiony, ale to nic nie zmienia, że miło mi cię widzieć.
- Tak naprawdę przyszedłem specjalnie do ciebie. Mogę prosić cię o przysługę?
- O-oczywiście.
- Mogę zobaczyć twój naszyjnik?
Naruto zdziwiony lekko, posłusznie pociągnął za rzemień, uwalniając spod koszulki błyszczący, oszlifowany kryształ. Sasuke wziął go delikatnie w palce i obracał przez chwilę. By uniknąć uduszenia blondyna, nieznacznie się do niego przysunął.
- Miałem rację, że ma identyczny kolor jak twoje oczy. Równie piękne.
Naruto wstrzymał oddech.
- Jesteś strasznie bezpośredni wiesz?
- Taka już moja natura Naruto. Wybacz jeśli moje słowa cię zakłopotały, ale warto być wiedział, że twoje rumieńce są urocze.
- Sasuke! – Blondyn odskoczył od niego, co wywołało śmiech u jego rozmówcy.
- Wybacz. Ale w razie czego wiedz, że masz u mnie przysługę. Będę mógł teraz skończyć obraz.
Budynek zatrząsł się pod wpływem dzwonka zawieszonego na ścianie. Właśnie zaczął się kolejny wykład. Sasuke machnął na pożegnanie i pobiegł w stronę schodów. Naruto zaś stał jeszcze chwilę, patrząc się w miejsce, w którym zniknął.
- Zaś ty masz uśmiech anioła. – Powiedział cicho, poczym potrząsając głową, by pozbyć się tej myśli wszedł do sali wykładowczej, ignorując przypatrujących mu się dookoła innych ludzi.

*
Jakaś dziewczyna krzyczała z głośników o nieszczęśliwej miłości. Naruto z niesmakiem przełączył na inną stację, dzięki czemu z wierzy wydobywał się teraz czysty rock.
- Teraz to ja się mogę uczyć. – Chłopak położył się na miękkiej pościeli i zaczął wertować książkę o historii malarstwa, szukając miejsca gdzie skończył czytać. Tym razem od jakże fascynującego dzieła odciągnął go dźwięk telefonu.
Naruto przekręcił się na plecy i zaczął czytać smsa. Niedowierzając jego treści, zbliżył ekran bliżej oczu i zapoznał się z nim jeszcze raz.
- Wreszcie po wielu komplikacjach, udało mi się wyznaczyć termin, który wszystkim nam będzie pasował. – Zaczął czytać na głos. – Wierzę jednak, że mimo mniejszej ilości czasu dobrze sobie poradzimy. Zapraszam wtedy wszystkich Cienistych w ten piątek o godzinie 17:00 w naszej sami. Przewodnicząca grupy.
Naruto westchnął i odrzucił telefon w poduszki. Spojrzał na kalendarz wiszący na ścianie. Niecałe dwa tygodnie temu, pomagał Kolorowym namalować ich obrazy. Termin wielkiego projektu mijał w przyszły wtorek. Jak to jest, że jego grupa nigdy nie potrafi się z niczym dogadać i robi wszystko na ostatnią chwilę? Nagroda w wielkim projekcie była znaczna, to i dotyczące go zasady były dość ostre. Jedną z nich było to, że przygotowywane prace nie mogły wyjść poza teren uczelni, a na dopieszczenie ich studencie mieli tylko dwa tygodnie. Chłopak był pełen podziwu, że Kolorowe zorganizowały grupę już w dniu losowania. Umówiły się z nim na dwie sesje, a same pewnie dokańczały pracę w przerwach między wykładami.
- Do dupy to wszystko. – Naruto wrócił do czytania książki, czując jak humor mu się psuje.

*
Sala numer 9 należała do grupy Cienistych, jak to zwali na ASP grupę specjalizującą się w malowaniu węglem. Była godzina siedemnasta, co skutkowało coraz większym opustoszeniem budynku uczelni. W tej jednak sali piętnaście osób w pełnym napięciu patrzyli na siebie. W powietrzu czuć było desperację.
Naruto założył ręce za głowę i delikatnie odchylił się na swoim krześle. Jego grupa była w znacznej części bardziej męska, więc właśnie czekali na przybycie ich modelki. Wylosowali temat „Nadnaturalne”. Była to kolejna cecha Wielkiego Projektu, nigdy nie było wiadomo jaki temat ci przypadnie.
- Duchy, zombie, krew, flaki – krzyczał jeden z chłopaków biegając po sali. – I jak my z czymś takim mamy rywalizować z innymi wydziałami?
- Zadzwoń jeszcze raz. – Naruto spojrzał zaciekawiony w stronę przewodniczącej ich grupy. Ubrana była zwyczajowo w czarną gotycką sukienkę i koturny. Właśnie po raz kolejny wybierała numer do dziewczyny, która zgodziła się im pozować. Koło niej stała wiceprzewodnicząca, która namawiała ją do kolejnych prób dzwonienia. Modelka była z grupy rzeźby i miała do nich dojechać, ponieważ sama nie miała dzisiaj zajęć.
- Halo? Miko to ty? – Przewodnicząca ożywiła się gdy udało jej się nawiązać połączenie. Gestem nakazała wszystkim ciszę i wyszła z sali by spokojnie kontynuować rozmowę.
                Wszyscy w pełnej oczekiwania atmosferze patrzyli się na drzwi. W końcu po paru minutach dziewczyna wróciła. A jej mina nie wyrażała niczego.
- No i? – Ktoś zdecydował się rozpocząć temat. Przewodnicząca wolno usiadła na swoim krześle i zaczęła mówić.
- Ktoś z jej rodziny zasłabł więc.. A zresztą nie będę bawić się w dyrdymały. Dziewczyna nie przyjedzie a my nie mamy modelki.
Po cienistych przeszła groza. Przegranie Wielkiego Projektu to nic. Nie wzięcie w nim udziału było katastrofą o przeraźliwych konsekwencjach. Kiba wziął do ręki regulamin i zaczął go wertować.
- Dobra czekam na propozycję, może uda nam się znaleźć wyjście.
- Wylosujemy kogoś z pośród siebie?
- Art.6 Modelem może być tylko student innego wydziału – powiedział Kiba.
- Wymyślimy kogoś?
- Art.18 Osoba, która jest modelem musi pokazać się podczas prezentacji prac grupy.
- Nie weźmiemy udziału?
- Art.2 Grupa nie biorąca udziału w Wielkim Projekcie, wyraża chęć na zdawanie dodatkowych egzaminów z „Znajomości biografii dyrektora ASP Mgr. Inż. Wacława Komety, wszystkie 15 tomów z poszerzeniem o autobiografię” oraz z „Praktycznego zgadywania dzieł znanych twórców po dotyku”.
- Ja pierw dziele. Chyba mam zawał. – Przewodnicząca złapała się za serce i odchylił głowę patrząc w sufit.
Naruto schował twarz w dłoniach. Słuchając tej rozmowy poczuł się niesamowicie zmęczony.
- Gdyby tylko był tu Sasuke. – Chłopak otworzył szerzej oczy. Nie miał czasu myśleć dlaczego to właśnie ten przystojny brunet przyszedł mu na myśl, ponieważ zauważył właśnie światełko w tunelu.
Blondyn zerwał się z krzesła skupiając tym samym uwagę zdołowanej grupy na siebie.
- Ludziska może uda mi się kogoś załatwić, poczekajcie.

Wybiegł z sali nie kłopocząc się zamykaniem drzwi. Mijał puste i ciemne korytarze, kierując się do drugiego budynku. Sasuke wspominał przecież, że w wolnych chwilach przesiaduje na uczelni. Naruto wpadł do Sali numer 7 zdyszany, prawie potykając się na progu. Starając się złapać oddech, rozejrzał się po pomieszczeniu. W końcu napotkał wzrok Sasuke, który zdziwiony na niego patrzył. Brunet popijał wolno kawę, siedząc przed schnącym obrazem.
- Sasuke pomórz! – Krzyknął Naruto podbiegając do niego.
- Czyżby goniła cię chorda zombie? Wybacz nie mam przy sobie mojej bazuki.
Blondyn mrugnął zdziwiony nie rozumiejąc.
- Wpadasz tu jakby ktoś chciał cię zabić. Na początek może wyrównaj oddech i powiedz o co chodzi.
Sasuke odłożył kubek na podłogę i pociągnął chłopaka w stronę kanapy. Gdy już usiedli z zainteresowaniem wysłuchał całej historii od początku. Zafascynowany patrzył jak Naruto gestykuluje by podkreślić wagę niektórych momentów.
- Czyli prosisz mnie o bycie waszym modelem? – Sasuke podniósł idealne brwi w geście zdziwienia.
- Tak. No bo wiesz, to nie dlatego że jesteś jedyny na uczelni o tej porze, nie to znaczy nie o to mi chodzi, no bo nawet gdybyś nie był to i tak poprosił bym ciebie, no bo ty taki przystojny jesteś, no więc proszę zgódź się bo inaczej będę musiał czytać biografię naszego dyrektora, a sam dobrze wiesz jaki z niego nudziarz, więc mhmh..
Sasuke zatkał ręką usta chłopaka, który właśnie zaczął się nakręcać.
- Spokojnie, bo się udusisz. To teraz ja zadaję pytania a ty mi kiwasz głową w odpowiedzi dobrze?
Naruto cały czas mając zatkane usta pokiwał żarliwie głową.
- Chcesz bym był waszym modelem?
Kiwnięcie na tak.
- Jako wampir, mumia, zombie czy coś takiego?
Kiwnięcie na tak.
- Przed chwilą powiedziałeś, że jestem przystojny?
Naruto pokiwał głową, poczym zamarł gdy pytanie dopiero do niego dotarło. Wybałuszył niebieskie oczy i momentalnie spalił buraka. Czarne oczy Sasuke niebezpiecznie zbliżyły się do jego twarzy.
- Czyli mogę zrozumieć to jako fakt że ci się podobam?
Blondyn przełknął ślinę i mimo woli skinął delikatnie głową.
- No po takie deklaracji to chyba nie mogę się nie zgodzić. – Sasuke zaśmiał się cicho i odsunął od chłopaka.
- Naprawdę? Dziękuję, ratujesz nam życie! – Tym razem to Naruto się przysunął i rzucił chłopakowi na szyję. Runęli razem na kanapę. Brunet korzystając z sytuacji oplótł chłopaka w pasie.
- To co powiesz byśmy najpierw przećwiczyli pozowanie do twojej pracy?
Sasuke czekając na protesty obrócił ich by móc znaleźć się na górze. Podciągnął się na rękach by spojrzeć na zaczerwienione lico chłopaka. Błękitne oczy błyszczały, a wargi były lekko uchylone.
- Wyobraź sobie że jestem wampirem. – Sasuke przejechał językiem po zębach uśmiechając się drapieżnie. – I że właśnie mam zamiar wypić twoją krew.
Naruto poczuł jak puls mu przyśpiesza. Patrzył jak zahipnotyzowany w czarne oczy, nie mogąc się poruszyć. Przez chwilę był ofiarą zagonioną w pułapkę przez drapieżnika.
Uczucie to zniknęło gdy ich wargi się spotkały. Całowali się krótko, nie stykając się prawie ciałami. To Sasuke pierwszy przerwał pocałunek, siadając z powrotem na kanapie.
- Chyba mam wenę. – Szepnął Naruto mrugając parokrotnie. Wolno oblizał wargi czując smak mocnej kawy.

***
Mam nadzieję, że się spodobało i że nie wyszło aż tak chaotycznie jak mi się wydaje. To tyle na dziś, wracam się uczyć.
Ah i jeszcze odnośnie opowiadania "chat". Sama nie kojarzyłam, ale jak spytałam Usagi czy było takie opowiadanie, to też mówiła że gdzieś to czytała. Kto wie może gdzieś tam w głębi podświadomości wzorowałam się pomysłem, nie jestem w stanie stwierdzić. Mam tylko nadzieję, że te opowiadania nie są na tyle podobne by was zrazić. 

środa, 1 lipca 2015

Chat

Hejho. Wakacje nastały a ja mam jeszcze mniej życia niż w trakcie szkoły. Aktualnie trochę przerzuciłam się na inny paring nie z Naruto i ciężko było mi się zabrać za pisanie jakiegoś nowego rozdziału, aż się głupio przyznać. A że teraz wyjeżdżam na obóz a nie chcę was tak zostawiać wrzucam one shota. Mam nadzieję, że się wam spodoba. Bardzo serdecznie dziękuję za wszystkie komentarze.

**


Naruto usiadł w obrotowym fotelu i dosunął się do biurka. W tym czasie komputer włączył się z cichym piknięciem. Nie tracąc czasu blondyn odpalił program do czatowania. „Użytkownik Sharingan jest dostępny”. Pojawił się komunikat, który automatycznie wywołał na twarzy Naruto uśmiech. Na to właśnie liczył. Szybko otworzył okienko nowej rozmowy i zaczął pisać do swojego internetowego przyjaciela. Pisali razem od ponad roku i był on jego nieocenionym wsparciem. Po kilkugodzinnych rozmowach, można powiedzieć że ten znał go najlepiej, ze wszystkich ludzi.

- Hej Sasuke! :*
- Witam cię Naruto.
- Co u ciebie?
- Dobrze.
- Nie zapytasz co u mnie?
- Nie muszę. I tak zaraz napiszesz.
- No w sumie też racja xd.
- No to dawaj, wyżal się.
- Skąd wiesz że chcę się wyżalić?
- Jest trochę po piętnastej, ty właśnie skończyłeś szkołę i od razu usiadłeś do komputera. To się nazywa logika Naruto.
- A ty jak zwykle się wymądrzasz…. D:
- Trochę myślenia to raczej nic złego. Też kiedyś powinieneś spróbować.
- Sasukeeeee
- Słucham?
- Dobra wygrałeś. Tak piszę do ciebie by się wyżalić :(
- Więc dajesz.
- Pamiętasz tego chłopaka z mojego liceum, który mi się podobał? Doradzałeś mi jak do niego zagadać.
- I jak?
- Nie uwierzysz! Ja podchodzę by mu wyznać miłość, a tu nagle wpada jakaś laska i go całuje! Będę samotny do końca życia Sasukeeee ;___;
- Mówiłem ci, że to prawdopodobne że z kimś jest..
- Ale on był taki łaaadny. Taki w moim typie. Te śliczne czarne włosy i te oczy.. *W*
- Wiesz, mimo wszystko powinieneś najpierw poznać kogoś zanim wyznasz mu miłość.
- Jestem gejem, jak wypale komuś po tygodniu znajomości, że go kocham to wyjdzie na to samo, a dzięki zaskoczeniu jest mniejsze prawdopodobieństwo że mi przywali. Nikt nie lubi gejów ;____;
- Mi nie przeszkadza, że jesteś gejem.
- No to może jednak zostaniesz moim chłopakiem? :D
- Naruto nawet nie wiesz jak wyglądam.
- Bo nie chcesz mi powiedzieć >.>
- Ani ile mam lat.
- Tego też mi nigdy nie chcesz powiedzieć ;__;
- Mogę się okazać starym, zboczonym, siwym i obleśnym dziadem.
- Sasukeee pewnie jesteś seksowną bestią i nie chcesz się przyznać.
- Chcę ci tylko przekazać, że nie powinno szukać się miłości w Internecie Naruto.
- Ale ja już tyle razy próbowałem! Zestarzeje się samotnie ;( A założę się, że jeśli spotkałbym cię w realu zakochałbym się od razu!!
- Nie dramatyzuj. Pewnie jutro spotkasz kolejną miłość życia.. może na przystanku autobusowym?
- Czy ty się ze mnie nabijasz? D:
- W żadnym razie Naruto.
- Wyczuwam sarkazm >.>
- Muszę spadać, mój brat wrócił do domu.
- Napiszę jutro, by ci dalej narzekać więc się przygotuj :****
- Tak, tak.

Użytkownik Sharingan jest niedostępny.

Naruto odchylił się na krześle i westchnął. Był w trzeciej liceum i jeszcze nie spotkał swojego wymarzonego księcia. Jego preferencje trochę mu w tym przeszkadzały. No ale w końcu nie można się poddawać. Jutro będzie szukał od nowa.

*

Naruto Uzumaki jechał tramwajem do szkoły. Po wczorajszej akcji ze złamanym sercem, miał niezbyt wesoły humor. Tępym wzrokiem wpatrywał się w szybę, za którą migały co jakiś czas samochody. Jego środek transportu monotonnie zatrzymywał się na przystanku, pasażerowie wsiadali i wysiadali, a ten w końcu ruszał dalej. Tym razem jednak coś się zmieniło. Tramwaj dojechał do przystanku koło Uniwersyteckich akademików i mimo usilnych chęci już nie odjechał.
- Ja to mam szczęście. – Westchnął blondyn idąc ulicą. Awaria tramwaju była na tyle poważna, że pasażerowie zostali poproszeni o opuszczenie go. Na pierwszą lekcję tego dnia nie miał już szans zdążyć więc wolno przemieszczał się w stronę przystanku autobusowego. I to co na nim zobaczył kazało mu powiedzieć a większym optymizmem. – Ja to mam szczęście!
Koło wiaty przystankowej, nonszalancko opierając się o przeszklony płot oddzielający to miejsce od ulicy, stał on. Wysoki. Na oko w wieku studenta. Posiadający czarne przydługie włosy. Ubrany całkowicie na czarno. W przylegające spodnie, koszulkę z czerwonym napisem, oraz glany. Naruto starając się nie wzbudzać podejrzeń, udając obojętność podszedł do przystanku i oparł się o wiatę. Wyjął telefon i udając że pisze sms, spod rzęs przyglądał się chłopakowi. Miał bladą skórę, zaś na koszulce widniał napis Masquerade, a pod nim widniała biała maska. Uzumaki domyślił się że jest to nazwa jakiegoś zespołu. Było ciepło więc mógł podziwiać także zarysowane pod skórą mięśnie.
- Wow. – Szepnął blondyn zapominając że pisze smsa. Nieznajomy skrzyżował z nim wzrok, a gdy zauważył że ten mu się przygląda uśmiechnął się delikatnie. Naruto szybko spojrzał z powrotem na telefon, ale zdążył zauważyć błyszczące czarne oczy.
Chwilę potem, brunet wsiadł do autobusu i odjechał, lecz Uzumaki mógł przysiąc że raz się zanim obejrzał. Wspomnienie przystojnego chłopaka prześladowało go później przez cały dzień.

*

Naruto nie zdejmując nawet butów od razu usiadł do komputera. Nie zamknięte okienko czatowe pokazało się na pulpicie. Sasuke był dostępny. Blondyn zaczął szybko pisać po klawiaturze.

- Nie zgadniesz co się stało!
- Spotkałeś na przystanku miłość swojego życia.
- Skąd wiedziałeś? O.o
- Serio zgadłem? To dowodzi że jesteś przewidywalny Naruto.
- Ja tu do ciebie z wieściami, a ty od początku mi dogryzasz :<
- Przepraszam, ale jakoś nie mogę się powstrzymać.
- :<<<<<<<
- No już się nie dąsaj tylko opowiadaj.
- No bo rano wysiadł mi tramwaj, to poszedłem na przystanek autobusowy koło akademików uniwersyteckich i on już tam stał. Wysoki brunet, czarne oczy, blady i umięśniony. Sasuke zakochałem się!
- Skąd aż tyle szczegółów?
- Bardzo uważnie się przyjrzałem ;D
- A wiesz o nim coś jeszcze?
- D: Sasuke a co jak ja go więcej nie zobacze?? O niee mój książe T_T
- Naruto spokojnie.
- Alee..
- Masz jeszcze jakieś szczegóły? Dokąd jechał?
- DD:
- Nie spojrzałeś na numer autobusu?
- Patrzyłem na NIEGO, wszystko inne było zbyt prozaiczne przy jego urodzie.
- Naruto poeta.
- No bo jestem zakochany *W*
- Jak zwykle.
- Sasuke ja musze go jeszcze raz zobaczyć ;____;
 - Bez szczegółów to będzie trudne..
- Miał na sobie koszulkę!
- No to zawęziłeś poszukiwania, brawo.
- Nie o to mi chodzi :<. Miał na sobie koszulkę z napisem Masquarade. I taką białą maskę.
- Już bardziej Masquerade* Jeśli tak, to będzie łatwiej, słyszałem o takim zespole.
- No możliwe, trudna nazwa więc wiesz xD.
- Załamujesz mnie..

Blady brunet odsunął się delikatnie od biurka. Na jego laptopie migało okienko otwartego chatu. Spojrzał na zdjętą chwilę temu koszulkę i uśmiechnął się delikatnie. Widniał na niej czerwony napis Masquerade. Zaczynało robić się ciekawie.

*

Naruto codziennie wysiadał koło akademików by przesiąść się tam na autobus. Tak samo robił podczas powrotu do domu. Wszędzie rozglądał się za swoim wymarzonym księciem. Każdy dzień przynosił jednak zawód.
Blondyn biegł na przystanek. Dzisiejszego dnia zaspał, przez co zdążenie na pierwszą lekcję było znikome. Ale na chemię nie można było nie przyjść, tym bardziej w dniu sprawdzianu. Mimo wszystko nie zrezygnował z przesiadki. Mijał w pośpiechu ludzi. Wydawało by się to niemożliwe, ale gdy zobaczył swój autobus na przystanku przyśpieszył jeszcze bardziej. Gdy już wyciągał rękę w stronę drzwi, zauważył jego. Przystojny brunet siedział na przeszklonym płocie opierając się butami o śmietnik. Patrzył prosto na niego uśmiechając się tajemniczo. Naruto z rozpaczą spojrzał na autobus. Nie miał dużo czasu. W ułamku sekundy podjął decyzję.
- Nazywam się Naruto Uzumaki i jestem w tobie zakochany! – Krzyknął w stronę chłopaka, poczym wskoczył do pojazdu popędzany klaksonem kierowcy. Będąc już w środku przez szybę spojrzał na obiekt swoich westchnień. Autobus już odjechał więc nie mógł się przyjrzeć, ale wierzył że uśmiech z jego twarzy nie zniknął. Chciał w to wierzyć.

*

-Wyznałem mu swoją miłość!
- Mnie też miło cię widzieć Naruto.
- Tak, hej Sasuke. Wyznałem księciu miłość!
- Dostałeś w twarz?
- Nie miał okazji, ponieważ wsiadłem do autobusu.
- Sprytnie.
- Nie to akurat był przypadek :< Co mam teraz zrobić?
- Dlaczego pytasz mnie?
- Bo jesteś moim najlepszym przyjacielem, jesteś super mądry i na pewno już wymyśliłeś jak mi pomóc.
- http://www.wendybox.com/images/201209/goods_img/3143_G_1347583752190.jpg Ehh masz racje. 
- Czo to?
- Taką maskę miał na koszulce twój ukochany?
- D: Tak to taka!
- Tak się składa, że to dość popularny zespół garażowy z naszego miasta. Takie koszulki mają tylko członkowie.
- :DDDDDDD Sasuke kocham cię.
- Tak. Tak. Ich kolejny koncert jest w piątek, w klubie B-bass. Godzina 18:00, nie spóźnij się.
- OMG Sasukeeee!
- Nie dziękuj, tylko leć podrywać księcia.

Użytkownik Sharingan wylogował się

*

Naruto stał pod samą sceną. Tak bardzo nie mógł się doczekać spotkania z księciem, że przyszedł prawie godzinę wcześniej.
Światła zgasły, tłum zaczął wiwatować. Blondyn krzyczał wraz z nimi, ponieważ zobaczył przystojnego bruneta. Był gitarzystą, oraz wokalem pomocniczym. Naruto pierwszy raz usłyszał jego głos i był nim tak urzeczony, że jeśli po koncercie ktoś by się spytał o resztę zespołu to nie mógł by odpowiedzieć. Przez dwie godziny patrzył tylko na swojego księcia. Ten spojrzał na niego tylko raz. Znad mikrofonu, lekko mrużąc oczy. Uzumaki poczuł jak bije mu serce. Cały  świat zwolnił. On naprawdę był piękny.
- Mogę prosić o autograf? – Naruto podbiegł do zespołu gdy tylko koncert się skończył.
- Zwykle to wokalistę prosi się o autograf. – Brunet uśmiechnął się delikatnie zarzucając gitarę na ramię. – Nawet nie masz długopisu.
- No nie mam. – Uzumaki oblał się delikatnym rumieńcem. – Ale to był pierwszy pomysł jak do ciebie zagadać.
- Dlaczego akurat do mnie?
- Bo jesteś moim księciem. Wyznałem ci miłość. – Blondyn zagryzł wargę. Tak długo marzył o tym spotkaniu. Teraz żałował, że nie ćwiczył tego przed lustrem.
- Książe? – Gitarzysta uniósł brew w rozbawieniu.
- Nie wiem jak masz na imię.
Brunet spojrzał mu w oczy. Następnie wyjął z tylnej kieszeni czarny długopis. Delikatnie ujął rękę Naruto i zaczął pisać po jego przedramieniu. Uzumaki zamarł bojąc się przerwać taką chwilę.
- Imię wyjawiam na pierwszej randce. Jednak na drugim koncercie możesz liczyć na numer telefonu. – Powiedział gitarzysta, gdy skończył pisać. Puścił blondynowi oczko, poczym oddalił się za kulisy.
Uzumaki wpatrywał się w schludny napis „Czwartek 19:00” i rozważał by już nigdy nie umyć tej 
ręki.

*

- Sasuke mam numer telefonu!!!
- Witaj Naruto.
- Hej :<
- Gratulacje.
- No nie? :D Byłem na jego drugim koncercie, a on mi napisał na ręce numer telefonu!! To miłość prawda? Prawda?!
-  A napisałeś już do niego?
- Nie :<
- No to na co jeszcze czekasz? To w końcu twój wymarzony książę.
- No ale co ja mam napisać?
- Np. Hej to kiedy randka?
- Myślisz że to nie będzie zbyt dosłowne?
- Wykrzyczałeś mu miłość w twarz, a boisz się wysłać smsa?
- W sumie masz rację Sasuke. Napiszę do niego :D
- Ja mam zawsze rację Naruto.
- A jak się nie zgodzi?
- To poszukasz kolejnego księcia.
- Ale on jest idealny!
- Jeśli to prawda to się zgodzi.

*

Blade palce szybko latały po klawiaturze. Chłopak wysłał wiadomość na chacie, poczym sięgnął po leżący obok telefon. Jeszcze chwilę grała muzyczka otrzymywanej wiadomości. Brunet uśmiechnął się delikatnie poczym otworzył smsa.

Hej to kiedy randka?
Naruto

Chłopak zaśmiał się ściskając telefon. Spojrzał na otwarte okno chatu.
- Wysil się czasem na choć trochę oryginalności Naruto. – Powiedział do siebie, poczym szybko odpisał na smsa. W oknie rozmowy pojawiła się nowa wiadomość: „Sasukee odpisał!!!”

*


Naruto wyczekiwał tego dnia od chwili swojego urodzenia. No dobra od chwili zdania sobie sprawy, że jest gejem. Tak o to szedł na randkę z najprzystojniejszym chłopakiem w mieście. Ze swoim wymarzonym księciem. Nie było ważne że nie znał jego imienia. Patrząc na jego twarz miał wrażenie jakby znał go od lat. Spoglądając w te czarne oczy, zdawało by się jakby znał na pamięć czającą się w nich delikatną kpinę. I to uczucie wystarczyło mu  całkowicie by zakochać się na zabój. Gdy dotarł na miejsce spotkania, chłopak już tam stał. Naruto poznał go od razu i nieznacznie przyśpieszył.
- Witaj książe! – Przywitał się gdy stanęli koło siebie.
- Hej Naruto. – Brunet uśmiechnął się delikatnie. – Idziemy na kawę?
- Najpierw chciałbym się dowiedzieć jak ma na imię mój ukochany. To randka prawda?
- W sumie faktycznie wolę ci to powiedzieć zanim będziesz miał wrzątek w rękach.
- Nie rozumiem. – Naruto naburmuszył się.
- Chcesz wiedzieć jak mam na imię? – Brunet cofnął się dwa kroki, poza zasięg rąk towarzysza.
- Oczywiście.
- Nazywam się Sasuke.
- Haha to zabawne, jakie to imię jest popularne.
- Wcale nie jest popularne. – Sasuke skrzywił się, ponieważ wiedział, że blondyn zaraz zrozumie.
- To znaczy.. ŻE COO?! – Wrzasnął Naruto, czując że wszystko zaczyna do siebie pasować. – Zabiję cię.
- Ale przecież mówiłeś że mnie kochasz.
- Nie zaprzeczam, ale nie spocznę póki choć raz ci nie przywalę draniu. Jak mogłeś mi nie powiedzieć?!
- Przecież nie pytałeś.
- Ten zarozumiały ton poznam wszędzie. Teraz mam pewność, że musze cię walnąć.
- A kawa?
- Jak cię walnę, to później zaczniemy się całować. Kawa później. Gdzie idziesz?
- Uciekam byś mnie nie dosięgną.
- Ty tchórzu. I tak cię złapię.
- Kocham cię Naruto.
- Teraz to se możesz i tak cię złapię!

***
No i tyle. Zapraszam do komentowania i życzę wszystkim wam wspaniałych wakacji. Ja postaram się pisać mimo gorączkowych przygotować do przyszłorocznej matury. Na komputerze i w zeszytach zaczynają gromadzić mi się one shoty z innych serii niż Naruto. Bylibyście może nimi zainteresowani? Wprawdzie nie chcę ich wstawiać tutaj, ale mogę coś wymyślić xd.

sobota, 30 maja 2015

Kapłan #1

Zapamiętać. Zniknij na dwa miesiące bez słowa, a komentarze się pojawią. Żartuję. Prawda jest taka, że mój Fredzio (laptop) padł na amen. Nie mogłam przez to pisać, pracować, robić zupełnie nic. Najgorszy był jednak fakt, że wszystkie opowiadania były właśnie na nim. Staram się właśnie odzyskiwać je z zeszytów i wydruków, ale ten proces trwa, a to co pisałam tylko na komputerze najprawdopodobniej przepadło. Dlatego też nie było rozdziału po świętach (chodziło mi o wielkanocne). Musiałam także wyjść z względnego szoku.
W końcu jednak dorobiłam się nowego laptopa o wdzięcznym imieniu Nero. Przepraszam za moją nieobecność, ale na 9 rozdział fleszy przyjdzie wam jeszcze trochę poczekać. Musze go napisać od nowa. W ramach choć delikatnej rekompensaty przedstawiam wam pierwszy rozdział krótkiego opowiadania, które zaczęłam obmyślać jakiś czas temu. Zapraszam do czytania i komentowania. Dziękuję bardzo wszystkim za komentarze, cieszę się bardzo, że komuś podoba się to co piszę.

**

                Historia ta zdarzyła się bardzo dawno temu. W czasach, gdy dziś zapomniani bogowie, chodzili po ziemi w pełni swych sił, władając potężnymi mocami.
                Ludzie nie znali jeszcze technologii, ani elektryczności. Jednak pożądanie nie było im rzeczą obcą. Pragnęli władzy i pieniędzy, nowych terenów i bogactw naturalnych. Chcieli przewyższyć bogów, stać się legendami. A osiągali to przemocą, walką i strachem.
                Były to czasy pełne wojen i krwawych rzezi. Niespokojne dni pełne bólu, smutku i płaczu.
*
                Kraj Ognia był pięknym miejscem pełnym lasów, urodzajnych gleb, czystych wód i cennych kruszców. Król władający tymi ziemiami pozostał neutralny wśród wojen, mając na uwadze tylko dobro swoich poddanych. Sam nie brał udziału w podbojach.
                Jednak i na ten kraj ostrzyli zęby agresorzy. Każdy chciał posiąść ziemie pełne dobrodziejstw, korzystając z ugodowej polityki władcy. Lecz gdy pakty i traktaty zostały odrzucone przez króla, rozpoczęła się wojna. Kraj Ognia przeciwko połączonym siłom kraju Wiatru i Ziemi.
                Władca skutecznie bronił swoich ziem. Skupiając się na taktyce, a nie na brutalnej sile łatwo zwyciężał graniczne potyczki. Zaczęły wśród agresorów chodzić posłuchy, że ma on nad sobą jakieś boskie wstawiennictwo. Nikt jednak z początku nie wierzył w te plotki. W krajach Wiatru i Ziemi nikt nie wyobrażał sobie jak można pertraktować z kapryśnymi bożkami.
                Walki toczyły się przez prawie dwa lata. W końcu nawet znakomita obrona graniczna musiała paść. Wrogie wojska wdarły się przemocą w głąb kraju rabując wioski i pustosząc miasta. Porywając dzieci i kobiety w sobie tylko znanych celach.
                Nie dało się jednak od tak podbić walecznych ludów kraju Ognia. Choć wcześniej nie używana, siła militarna stała na wysokim poziomie. W końcu stało się jasne, że wrogowie nie zdobędą pełnej władzy a ich wojska dzielą tylko chwilę od całkowitego rozbicia.
                Ostatnim zrywem tej okrutnej wojny był atak serce kraju Ognia. Tysiące wrogich żołnierzy ruszyło na stolicę.
                Lecz o to stała się rzecz niezwykła. Książę kraju Ognia, pierwszy następca tronu osobiście poprowadził lud do walki. Było ich paręnaście razy mniej od wrogich oddziałów, lecz mimo to odnieśli druzgocące zwycięstwo, zmuszając agresorów do odwrotu za stare granice.
                Według relacji świadków wojownicy kraju Ognia odpierali ataki z łatwością, poruszali się szybko, zwinnie i bez strachu. Zaś ich miecze jarzyły się czerwoną poświatą. Podobno nad wojskiem unosiły się kłęby dymu w postaci dziewięciu smug, czy raczej dziewięciu ogonów. Znak wstawiennictwa u bóstwa opiekuńczego kraju Ognia, Kyuubiego.
                Tej pamiętnej nocy zwyciężyli, wygrywając pokój. Jednak wszystko ma swoją cenę, tym bardziej boska pomoc. Rodzinie królewskiej przyszło zapłacić straszną cenę.
                Pod osłoną bitewnej pożogi, mały oddział wdarł się do pałacu. Porwano drugiego dziedzica królewskiego tronu.
                Poddani mimo szczęścia z wygranej, opłakiwali swojego młodego księcia. Mimo wielu tygodni poszukiwań,  nikt nie wierzył, że udało mu się przeżyć.

*
                Ciemną drogą jechały cztery wozy. Popędzanym koniom, po wielogodzinnym wysiłku wystąpiła piana na bokach. Według szacunku, za niedługo powinni znajdować się przy granicy kraju Ognia, a gdy już ją przekroczą będą bezpieczni. Może i wygrali wojnę, ale dalej mogli zyskać na tych transportach.
                W niczym nie osłoniętych wagonach jechali ściśnięci jeńcy. Nikt nie wiedział jakie zamiary mieli wobec nich wrogowie. Jednak złe intencje były bardziej niż oczywiste w transporcie kobiet i dzieci.
                Strach był prawie, że namacalny. Nikt nie miał siły i odwagi by uciekać. Nawet najmłodsi wiedzieli, do czego służą zakrwawione miecze strażników. Jechali tak we względnej ciszy, szepcząc modlitwy do wszystkich znanych sobie bogów.
                Kiedy wjechali po stromym zboczu w stronę łańcucha górskiego, wśród strażników konwoju nastąpiło poruszenie. Ośmieleni ostatnią przeszkodą na drodze do swojej ojczyzny, postanowili oświetlić drogę
                Żołnierze przesunęli się na początek kolumny by odebrać zapalone pochodnie. Idealna okazja do ucieczki.
                Mały, ośmioletni chłopiec, podniósł głowę wcześniej wspartą na kolanach. Szybko zlustrował otoczenie, oceniając sytuację. W jego oczach błyszczała mądrość, ponad wiek. Zerwał się z miejsca i odbijając  od krawędzi powozu skoczył w czerń pobocza.
                Jeden żołnierz widząc ten śmiały gest, chciał podnieść alarm. Jednak drugi powstrzymał go machnięciem reki. Dzieciak nie miał szans na przeżycie. A im różnicy nie robiło czy mieli jednego więcej, czy mniej.

*
                Górskie pobocze było strome, upstrzone krzakami i ostrymi kamieniami. Zaraz po udanym skoku, chłopiec stracił równowagę. Pęd powozu i odrętwienie zrobiły swoje. Nogi odmówiły posłuszeństwa a maluch runął w dół zbocza.
                Jego kilkunastometrowy upadek zatrzymało drzewo. Wpadł na nie plecami tracąc oddech. Jego ręce, którymi do tej pory osłaniał głowę, odleciały bezwładnie na boki. Chwilę potem stracił przytomność.
                Gdy się obudził, pierwsze co zobaczył to blask księżyca prześwitującego między drzewami. Bardzo powoli wstał ignorując ból całego ciała. Gdy stanął w pionie prawie od razu musiał oprzeć się lewą ręką o drzewo, ponieważ przed oczami pojawiły mu się czarne plamy. Jęknął cicho.
                Chłopiec miał czarne oczy i tego samego koloru włosy, teraz pełne igliwia. Bladą twarz otarł z krwi , która sączyła się z rozciętego łuku brwiowego i ziemi, czarnym rękawem kimona. Jego ubranie choć wykonane z najdroższych materiałów, teraz było brudne i naddarte.
                Delikatnie dokonał oględzin swojego ciała. Po upadku dorobił się w większości tylko zadrapań, małych rozcięć i siniaków.  W najgorszym stanie znajdowała się prawa ręka. Długie rozcięcie po wewnętrznej stronie krwawiło obficie.
                Mimo młodego wieku, uciekiniera kierował silnie rozwinięty instynkt. Wiedział, że musi uciekać. Stojąc w miejscu był łatwym celem dla ewentualnej pogoni i dzikich zwierząt.
                Przyciskając strzęp materiału do rany, zaciskając zęby z bólu, ruszył między drzewami w poszukiwaniu ścieżki.
                Szedł szybkim krokiem, co jakiś czas podbiegając. Czas dłużył się niemiłosiernie. Każde drzewo i kamień wyglądały identycznie. Choć niczego do tej pory nie spotkał, każdy najmniejszy szelest mógł zwiastować wielkie niebezpieczeństwo. Krople krwi sączące się na ściółkę, były niczym wabik na czające się w mroku górskie upiory, bezlitosne stworzenia, które porywały zagubionych wędrowców.
                Starał się nie tracić tempa, lecz obdarte bose stopy powoli odmawiały posłuszeństwa. Nie ważne jak dojrzałym, chłopiec cały czas był tylko dzieckiem.  Każdy kolejny krok sprawiał ból.
                W końcu dotarł na ścieżkę. Lecz i tu nie skończyły się niepowodzenia. Trafił stopą w dziurę i z jękiem upadł na leśny trakt. Na wpół zasklepiona rana otworzyła się na nowo, brocząc ziemię strużką krwi. Chłopiec zamrugał gwałtownie czując jak do oczu napływają mu łzy.
                Warknięcie nie było donośne, lecz gardłowy dźwięk był doskonale słyszalny w cichą noc. Czując paraliżujący strach, uciekinier podniósł głowę.
                Potwór wyglądał jak wielkim wilk. Powleczony czarną pięścią, z pod której bielały w niektórych miejscach kości.  Zmrużone ślepia jaśniały zielonym blaskiem. Z odsłoniętych kłów kapała gęsta ślina.
                W odruchu nagłej paniki ignorując zdrowy rozsądek, chłopiec chciał zerwać się do ucieczki. Jednak paraliżujący ból w kostce zniweczył te plany. Maluch upadł do tyłu. Wilk zawarczał gotując się do skoku. A dzieciak mógł tylko przyglądać się jak zbliża się śmierć. Kiedyś brat opowiadał mu o tego typu stworzeniach. One nigdy nie były same, więc gdzieś w krzakach musiało czaić się całe stado.
                Czuł jak strach ściska mu wnętrzności. W mniej niż sekundę potwór odbił się od ziemi rzucając na bezbronną ofiarę.
                Dzieciak wykonał ostatni gest rozpaczliwej obrony, chcąc zasłonić się rękami. Krew z rany rozchlapała się dookoła. Potwór nagle zaskowyczał boleśnie tracąc kierunek. Cielsko upadło na ziemię stając w czarnych płomieniach.
                Przez krótką chwilę nic się nie działo. Chłopiec dyszał ciężko patrząc na dogorywające truchło. Miał jednak rację myśląc, że potwór nie jest sam. Groźne pomruki powoli zaczęły nasilać się ze wszystkich stron.
                Jednak nawet najgorsza historia może mieć dobre zakończenie. Ogień pojawił się znikąd. Ogarnął wszystkie krzaki otaczając ścieżkę okręgiem, wizg palonych poczwar przeszył noc. Lecz liście wydawały się nienaruszone.
                Z nienaturalnie czerwonego ognia wyszedł mężczyzna dzierżący katanę. Wydawało się, że płomienie omijają jego ciało. Kimono w które był ubrany pozostawało nietknięte. Chłopiec wytężył wzrok, ponieważ wydawało mu się że widzi za nim jakąś inną postać.
                Zarys układał się w lisa z obnażonymi kłami w wielkiej paszczy. Zaś jego ogony były dziewięcioma ognistymi biczami, które wypalały całe zło z okolicy. To była ostatnia rzecz  jaką zobaczył maluch, nim zemdlał otoczony ognistą pożogą.

*
                Kiedy odzyskał przytomność po raz kolejny zobaczył srebrny księżyc. Niczym nie osłonięty widniał na granatowym niebie. Ból zniknął, zaś cały świat kołysał się w rytm kroków.
- Obudziłeś się kociaku? Powierzchownie zasklepiłem twoje rany, jesteś już bezpieczny. – Chłopiec spojrzał na mężczyznę, który je niósł. Miał bujną szara czuprynę i ciemną maskę zasłaniającą usta i nos. Zmarszczki w kącikach oczu zdradzały że się delikatnie uśmiechał. Jego prawe oko było czarne, zaś lewe jaśniało czerwienią.
                Podniósł do oczu prawą rękę, czuł w niej tylko delikatne mrowienie, zaś rana była otoczona czerwoną poświatą. Nie krwawiła, ani nie bolała.
                Ich podróż nie trwała długo. Po chwili drzewa zaczęły się rozszerzać, zaś ścieżka zamieniła się w schody. Minęli bramę Tori i weszli na rozłożystą polanę. W jej centralnej części, dumnie stała okazała drewniana świątynia. Kiedy tylko weszli na polanę to ożyła w powitaniu. Wszędzie zajaśniały małe kaganki, zaś powieszone w głębi werandy poły pomarańczowego materiału zafalowały delikatnie pod pieszczotą nocnej bryzy. Na wyhaftowanych symbolach kraju ognia poczęły tańczyć czerwone płomienie. Śpiące na trawie łanie podniosły głowy. Ptaki śpiące na dachu zaćwierkały cicho. W tle szumiał strumyk.
                Mężczyzna postawił chłopca na ziemi, przytrzymując go by nie obciążał chorej nogi. Brunet poczuł pod stopami rosę, która dawała ulgę obdartym kończynom. Rozejrzał się dookoła, czując jak jaśnieją mu oczy. To miejsce było magiczne.
- Witaj w świątyni boga Kyuubiego. Bóstwa opiekuńczego kraju Ognia. – Obaj zaczęli iść w stronę świątyni. – Nazywam się Kakashi. Jestem najwyższym i obecnie jedynym kapłanem tego przybytku. Mimo mi cię poznać Sasuke.
- Skąd wiesz jak mam na imię? – Chłopiec spojrzał czujnie na kapłana.
- Wiem o tobie wiele rzeczy, zaś ty nie znalazłeś się tutaj przypadkowo. Nad wszystkim czuwał mój pan. – Kakashi uśmiechnął się. – A teraz choć, zajmiemy się twoimi ranami.

*

                Najpierw poszli się obmyć w strumieniu, który swoim wartkim prądem tworzył za świątynią małą zatokę. Mimo nocy woda w niej był ciepła. Też i w tym miejscu na kamieniach stały jaśniejące czerwoną łuną kaganki.
                Teraz siedzieli na ganku. Sasuke rozglądał się ciekawie dookoła, kiedy Kakashi bandażował jego rany. Obok nich stała taca z dwoma kubkami wypełnionymi źródlaną wodą.
                Chłopiec dostał nowe kimono, białe z wyhaftowanymi na brzegach płomieniami. Powoli zmieniając się z mumie, opowiadał kapłanowi jak znalazł się w górach.
- Ostatnie co pamiętam to jak obudziłem się w wozie. Jakiś żołnierz kazał mi wypić zawartość takiej małej fiolki.  – Pokazał w powietrzu parę centymetrów. – Nie mam pojęcia co z niej wypiłem, to był fioletowy płyn. Inni też to pili. Był gorzki i poczułem się po nim bardzo słabo.
- A jakieś wcześniejsze zdarzenia? – Kakashi domyślał się, że żołnierze podawali swoim jeńcom jakiś płyn zaburzający percepcję.
- Parę zamazanych twarzy. – Sasuke machał obandażowanymi nogami. Ganek był na tyle wysoki, że jako ośmiolatek nie dotykał ziemi. Z polany prowadziły do niego schodki. Chłopak nie wyglądał jakby przejmował się utratą wspomnień. – Nie wiem kim jestem. Skąd pochodzę. W jaki sposób znalazłem się w wozie. Pamiętam tylko imię.
                Kakashi zamknął drewnianą skrzynkę z maściami. Doskonale wiedział kim był ten chłopiec. Nawet bez patrzenia na czerwono-biały wachlarz na plecach jego starego kimona. Milczał jednak.
- Czemu wyskoczyłeś z wozu?
- Nagle moje otępienie zniknęło. Poczułem jak coś wdziera się do mojej głowy zabierając z niej wszystko wraz z otępieniem. Potem usłyszałem głos, który kazał mi jak najszybciej uciekać, oraz dał sygnał kiedy powinienem to zrobić. – Z czarnych oczu biła mądrość i opanowanie. Mało jakie dziecko reagowało by tak w podobnej sytuacji. Uśmiech Kakashiego widać było nawet pod maską. Poczochrał czarne włosy chłopca. Teraz obaj patrzyli na uśpioną polanę.
- Jak wyczarowałeś te płomienie? – Sasuke spojrzał ponownie na kapłana.
- To nie ja je stworzyłem.
- Więc to był ten wielki lis? – Kakashi uśmiechnął się jeszcze szerzej. Wszystko układało się tak jak powinno.
- Gratulację. Mogłeś ujrzeć prawdziwą postać pana tej świątyni. To wyjaśnia dlaczego zemdlałeś.
- To był bóg Kyuubi? – Brunet otworzył szerzej oczy.
- Tak. Jesteś jednym z niewielu, którzy mogą się tym pochwalić. To wielki dar.
- Czy ja też mogę nauczyć się czarować?
- To nie są czary. – Kakashi zaśmiał się delikatnie. – Ja mogę nauczyć cię walczyć wręcz oraz mieczem. Cała reszta jest w rękach bogów. Choć nie przeczę, że kapłan ma pewne przywileje.
                Machnięciem ręki zgasił część kaganków by po chwili ponownie je rozpalić. Chłopak mruknął z zachwytu.
- Czy to znaczy, że mogę tutaj zostać? – Zapytał niepewnie Sasuke.
- Bóg Kyuubi nie odmawia pomocy zbłąkanym duszyczkom. Od dziś ta świątynia stanie się twoim domem. W końcu i tak nie pamiętasz dokąd wrócić prawda?
                Oboje wstali wygładzając ubrania. Kapłan był odziany w proste czarne kimono z wizerunkiem płomieni na brzegach. Podszedł do jednej z wiszących flag i pieszczotliwie przejechał ręką po płomykach. Te liznęły przyjaźnie jego skórę.
- Ten ogień nie parzy? – Spytał chłopiec przyglądając się płonącym znakom na materiale.
- To płomienie lisa o dziewięciu ogonach. Nie jest to zwykły ogień, zaś parzy tylko wrogów. Jeśli chcesz możesz go dotknąć. Kyuubi zaakceptował cię jako mieszkańca świątyni już jakiś czas temu. Wiedział że się tu zjawisz. To on wysłał ci mnie na ratunek przed górskimi duchami.
                Sasuke nieśmiało wyciągnął rękę. Ledwo musnął palcami ogień, gdy niespodziewanie niebo rozbłysło światłem. Wszystkie kaganki na polanie zgasły, zerwał się ostry wiatr. Chłopiec odwrócił się by spojrzeć w górę. Czerwono-pomarańczowa eksplozja rozniosła się po sklepieniu. Rozproszona energia powoli zaczęła skupiać się, tworząc ognisty wir. Kakashi położył chłopakowi dłoń na ramieniu, patrząc jak barwny spektakl dobiega końca. Płomienie rozeszły się dziewięcioma falami w różne strony świata.
- Co.. się stało? – Sasuke poczuł pulsujący ból w skroniach. Zamknął oczy zatoczył się i rozlewając wodę z kubków.
- Miałeś okazję zobaczyć narodziny boga. – Kapłan podtrzymał chłopca by ten się nie przewrócił. – Tym bardziej, że to twój dotyk je zainicjował. Od dziś losy twoje i dziedzica tronu Kyuubiego są połączone. Mój pan nie mylił się co do ciebie. Otwórz oczy.
                Brunet posłusznie je otworzył. Przez krótką chwilę w kałuży wody zobaczyli jak dotąd czarne tęczówki, zalśniły krwistą czerwienią. Ból minął, Sasuke już uspokojony wpatrywał się w kałużę. Kolor jego oczu powrócił do normalności. Wyprostował się by spojrzeć na kapłana, mając dziwne wrażenie, że już to widział. Nie pomylił się. Lewe oko kapłana było czerwone.
- Kakashi.. moje pojawienie się tutaj nie było przypadkowe prawda? Wszystko było zaplanowane. To wyjaśnia skąd znałeś moje imię.
- Masz rację Sasuke. – Kapłan spojrzał na chłopca.  Ten patrzył na niego mądrym, spokojnym wzrokiem. Nie możliwym u dziecka w jego wieku. Wszystko przebiegało zgodnie z planem. Dzieciak otrzymał już boski dar. Błogosławieństwo Kyuubiego. – Jest powód. A ty jesteś przeznaczony tej świątyni. Jednak wyjaśnienia otrzymasz w swoim czasie. A teraz chodź. Trzeba pokłonić się bogom.

**

I tyle. Mam nadzieję, że się spodobało. Według szacunku historię powinnam zamknąć w 4-5 rozdziałach. Postaram się coś wrzucić jeszcze niedługo, ale nie wiem na ile zrealizuję plany, ponieważ korzystając że mam na czym pisać postanowiłam wystartować w konkursie do antologii yaoi. Nawet jeśli mi się nie uda to będziecie mieli co czytać, ponieważ planuję machnąć z 20 stron xd. I jeszcze raz przepraszam, że tyle mnie nie było.

piątek, 27 marca 2015

Stańmy razem w blasku fleszy #8

Ja.. jedyne co mam na usprawiedliwienie, to to że postaram się kolejny rozdział napisać w święta xd.
Dziękuję wszystkim za komentarze, a szczegulnie Natsuko-san, której komentarze niezmiernie mnie ucieszyły a także zwróciły uwagę na pewne szczeguły opowiadania. Jeśli ktoś jeszcze chciałby skomentować wszystkie notki to proszę się nie krępować :D. Jej też dedykuję ten wyczekiwany rozdział. Poznajemy w nim Konan, zaś tajemnica z którą zmagają się członkowie Konohy powoli się odkrywa. Zapraszam do czytania :3

***

                Patrzył na mnie obojętnym wzrokiem, nic już nie mówił ale to makabryczne zdanie zawisło między nami. Szczerze nigdy jakoś nie sądziłem, że usłyszę coś takiego. Tym bardziej od innego faceta.
- Jak to mam się rozebrać? – Spytałem starając się by głos mi nie drżał. Swoją drogą, ta jego mina działa mi na nerwy. Niech tylko spróbuje przewrócić oczami. Na jego własne szczęście nie zrobił tego, ale jego głos wręcz ociekał sarkazmem.
- Ale ty jesteś wkurzający. Chcę Cię przelecieć! – Odpowiedział. Wybałuszyłem oczy, krztusząc się własną śliną. - Serio myślałeś, że powiem coś takiego? Podpisując kontrakt powinieneś chociaż wiedzieć na czym polega praca modela. Wcześniej byłeś dość pewny siebie, więc chyba zdjęcie koszulki nie powinno być dla ciebie problemem. Mylę się?
                Prychnąłem. Nie dam mu satysfakcji by mógł mówić, że się nie nadaję. Szybkim ruchem zdjąłem t-shirt i z pozoru niedbałym ruchem rzuciłem go na blat. Przeszedł mnie dreszcz. Zwaliłem to na zimne powietrze.
                Poczułem się jak na jakiejś komisji. Sasuke tylko patrzył, ale czułem jak ten wzrok mnie pali. Zdawałem sobie sprawę, że moje ciało jest może trochę za chude i blade. Skutek jedzenia zupek instant, zbyt długiego spędzania czasu w pokoju na nauce i w ciemnym barze. Mięśni też nie miałem imponujących, mimo że starałem się choć trochę ćwiczyć w tych nielicznych wolnych chwilach.
                 Chłopak obszedł mnie nawet do koła. Kazał zrobić parę wymachów rękami, czy napiąć poszczególne partie mięśni. W końcu w swoich oględzinach doszedł do twarzy. Poczułem jego wzrok na moich policzkach. Zacisnąłem pięści. W tym momencie przysięgłem sobie, że jeśli rzuci jakąś kąśliwą uwagę to go walnę.
                Lecz i tym razem nic nie zrobił, ani nie powiedział. Milczał, zaś jego twarz nic nie wyrażała. Cholerny profesjonalizm, za który tym razem był wdzięczny.
                Odetchnąłem. Na tym punkcie, byłem niestety bardzo wrażliwy. Tak się składa, że na policzkach miałem dość osobliwe, poziome blizny. Z lewej strony były dwie z prawej jedna. Są na tyle cienkie, że w odpowiednim świetle zwykle nie było ich widać. Ale jednak tam były. Za każdym razem przypominały o okolicznościach w jakich powstały.
                 Te blizny były „pamiątką” po latach spędzonych z moim ojcem chrzestnym. Zwłaszcza tych młodszych gdzie małe przerażone dziecko nie potrafiło się bronić przed pijanym dorosłym.
                Znamiona z lewej strony powstały za pomocą tulipana – butelki z rozbitym dnem. Już nie pamiętam dokładnie tej sytuacji, za co był na mnie wkurzony. Pewnie jak zwykle o nic, w końcu nigdy nie potrzebował powodu. Za to wciąż żywy jest dla mnie strach, który czułem podczas zamachu butelką w pijackim szale. Szczęście już wtedy miałem jako taki zmysł ostrzegawczy i szczęśliwie – z perspektywy czasu – uskoczyłem. Szkło faktycznie mnie zraniło, jednak nie w stopniu adekwatnym do mojej paniki. Chrzestny po zamachu przewrócił się i nie wstał przez kolejne dwa dni. A ja przeżyłem piekło starając się zatamować krwawiący policzek. Płacząc przy tym ile tylko się dało. Druga blizna idealnie po środku prawego policzka, powstała gdy popchnął mnie na stół. I tym razem miałem szczęście ocierając się tylko o ostry kant. Jednak krew i panika obecne były i tym razem.
                Byłem wtedy dzieckiem, nie potrafiłem się dobrze opatrzyć. Obecny wszędzie alkohol zadziałał pewnie trochę dezynfekująco, zakażenie nie wdało się, ale niestety blizny zostały mi do dzisiaj. Przypominając o strachu i bezsilności
                Były to jedne z niewielu moich pamiątek, które mam z okresu wychowywania się z moim chrzestnym. Wielu ludzi nie ma nic przeciwko bliznom, jednak dla mnie były skazą. Robiło mi się nie dobrze gdy na nie patrzyłem, więc zazwyczaj patrząc w lustro mój wzrok automatycznie je omijał. Ale mimo wszystko chyba najbardziej nienawidziłem jak kto zwracał na nie uwagę.
                Sasuke jeszcze raz zmierzył mnie od góry do dołu. Westchnął ciężko prawą rękę zaciskając na nasadzie nosa. Poczułem się zirytowany jakby czytał mi w myślach.
- Czeka nas dużo pracy. – Powiedział niby do siebie, ale wiedziałem, że słowa kieruje bezpośrednio do mnie. Skrzywiłem się delikatnie. Skąd ja wiedziałem, że powie coś takiego?
                Brunet podszedł do jednego blatu i poszperał chwilę w znajdującej się pod nim szufladzie. Zaczął pisać coś w wyjętym notesie. W milczeniu patrzyłem na jego profil, zastanawiając się czy mogę się już ubrać.
- No to wtedy będziemy w kontakcie prawda? – Wysoki kobiecy głos dobiegł do nas z szybu windy, która podjechała z cichym szumem. Drzwi rozsunęły się, a do pomieszczenia szybkim krokiem weszła dziewczyna obwieszona kilkoma pokaźnymi papierowymi torbami, wdzięcznie poruszając się na niebotycznie wysokich szpilkach . Jednak to co najbardziej rzucało się w oczy to kolor. Niebieska zwiewna sukienka przed kolana delikatnie szeleściła, lazurowe półdługie włosy podskakiwały przy każdym energicznym pełnym gracji kroku, a błękitno-chabrowy makijaż błyszczał w świetle. Szczęka delikatnie acz stanowczo opadała, aż uderzyła o podłogę. Kątem oka, że Sasuke się nawet nie obejrzał, dalej notując.
- Do usłyszenia skorpionie, liczę na twoje umiejętności. – Powiedziała dziewczyna do telefonu i zamknęła go. Zgadnijcie jakiego był koloru. Torby niedbale położyła w kącie pomieszczenia.
- Nawet nie próbuj wypominać mi braku pomocy, dobrze wiem, że jesteś silniejsza od większości facetów. – Sasuke spojrzał na nią, uśmiechając się kpiąco.
- Spróbujesz jeszcze raz mnie nazwać pakerem to poczujesz ciężar mojej pięści!
- To Kiba cię tak zawsze nazwa.
- Myślisz, że nie wiem kto mu podsunął takie określenie? – Dziewczyna zaśmiała się perliście odgarniając zbłąkany kosmyk z twarzy. I tu zaskoczenie. Paznokcie miała pomalowane na pomarańczowo. Sasuke prychnął cicho, przewracając oczami.
- Witaj z powrotem aniele. – Powiedział gdy zgrabnie do niego podeszła. Przytulił ją mocno i obrócił wokół własnej osi. Nawet w tych wysokich szpilkach, była od niego niższa.
- Tęskniła za tobą czarnoskrzydły. – Odpowiedziała gdy zarzuciła mu ręce na szyję. Ta firma jest pełna osobliwych ludzi. Zaczynam wątpić czy tu pasuję.
- Ty musisz być naszym powiewem wiosny. Słodkim pisklakiem, prawda? – Niebieskowłosa zwróciła swoją uwagę na mnie. Oczy też miała koloru pomarańczowego. Było to zaskakujące, założyłem więc że nosiła soczewki – Nazywam się Konan. Od dzisiaj będę twoją stylistką, doradcą i starszą siostrą.
- Naruto. – wyksztusiłem ściskając wyciągniętą dłoń. Uścisk faktycznie miała silny i pewny. Następnie przytuliła mnie mocno. Miała ładne perfumy.
- Dobra chłopaki – Konan złapała się pod boki. - Trzeba brać się do roboty.
- Nie wolisz się przebrać po podróży? – Zapytał Sasuke
- Dobrze jest! Na szpilkach to ja u szczytu kariery przechodziłam całe dnie. Eh czasem ciężko było być jedyną dziewczyną z ośmioma chłopa. – Zaśmiała się na swoje wspomnienie. Konan zgarnęła ze stołu błękitną spinkę. Upięła luźno włosy. – Poza tym już odjąłeś mi trochę roboty, prawda?
- Dorzuciłem tylko kilka uwag. – Sasuke wzruszył ramionami.
                Notes przesunął się po blacie i zatrzymał na ręce dziewczyny. Ta szybko przejrzała notatki, co jakiś czas patrząc na mnie.
- Szef chciał byś był wykreowany na skejta. Chociaż ja widziałabym to trochę inaczej. – Westchnęła. – Ale myślę, że uda nam się wykreować cię na łobuza. Wiesz już na jakiej zasadzie przyjdzie Ci pracować?
Pytanie skierowała bezpośrednio do mnie. Zdziwił mnie widok jej poważnej miny. Nie znałem odpowiedzi. Wszyscy tylko wzdychają, uśmiechają się wyrozumiale i śmieją się. Nikt mi nic jeszcze nie wyjaśnił. Coś mi podpowiadało, że nie spodoba mi się to co zaraz usłyszę. Jednak nie chciałem poddać się temu uczuciu. Musiałem się zgadzać na wszystko bo nie miałem gdzie wrócić. Odwrotu nie było.
                Chwilę potem dostałem koszulką w twarz. Sasuke spojrzał na mnie beznamiętnie, po czym zwrócił się do dziewczyny.
- Wyjaśnię mu początek, a ty zajmij się projektowaniem wizerunku. Wiem, że i tak masz już wszystko w głowie. – Konan potaknęła uśmiechając się. Przeszła przez pomieszczenie i rozsiadła się w jednym foteli. Wyjęła kartki i ołówki z szuflady, poczym od razu zaczęła coś kreślić.
- Postaram się mówić krótko i zrozumiale. – Brunet podszedł do mnie, chowając ręce w kieszeni. Przełknąłem ślinę. – Kiedy wyjdziemy z tego pomieszczenia otrzymasz nową.. powiedzmy tożsamość. Tak zwany Image sceniczny. Jeśli dobrze go sprzedaż, właśnie tak będą postrzegać cię fani. A nasz.. szef chce by właśnie tak cię postrzegali. Konan zawsze będzie starać się myśleć o twoim zdaniu. Jednak wiedz, że to nie ono będzie decydować.
- Chyba dam radę. Ale czy to nie będzie.. – Zacząłem.
- Życie w ciągłym kłamstwie? – Uśmiechnął się szyderczo. Potaknąłem, choć nie chciałem ujmować tego tak dramatycznie. – Sam się na to zgodziłeś. Teraz nie ma już odwrotu. Witam w teatrze marionetek, w którym tańczysz jak ci zagrają Naruto.
Nasze spojrzenia spotkały się. Jego czarne, poważne i tajemnicze, oraz moje błękitne, zawzięte i naiwne. Poczułem dreszcz przechodzący po kręgosłupie. Chciałem odwrócić wzrok, nie wiedziałem co myśleć. Czyli od teraz mam cały czas udawać? Czy to dlatego Sasuke tak drastycznie zmienił charakter wtedy w galerii?
- Liska zapraszam na fotel! – Konan przerwała moją gonitwę myśli i gestem przywołała do siebie.
                Po chwili siedziałem już w miękkim obrotowym fotelu, patrząc na swoje odbicie w wielkim lustrze. Czułem delikatne ciepło lampek na skórze. Za mną stała Konan uśmiechając się wesoło. Sasuke usiadł na blacie koło nas i patrząc w jakiś oddalony punkt, delikatnie machał nogami. Dziewczyna zaczęła objaśniać swoją wizję, gestykulując i wskazując o czy w danym momencie mówi.
- Na pewno Cię trochę opalimy by podkreślić mięśnie. Da to wrażenie mnóstwa godzin zjeżdżonych na desce w słońcu. Podetniemy też włosy, trzeba będzie trochę o nie zadbać by były gładziutkie i błyszczące. Już widzę te wystające z pod czapki niesforne kosmyki. Podkreślimy oczy, by wyróżnić zaklęty w nich błękit. Trzeba go wykorzystać. Nie martw się, w tej branży wszyscy noszą makijaż. Otwórz pyszczek. Ha tak jak myślałam, masz ślicznie zaostrzone kiełki. Trzeba będzie wyćwiczyć u ciebie uśmiech, który je wyeksponuje. Podkreślimy twój pazur, takie drapieżne ja. Albo lepiej, ukrytego demona. Coś się wymyśli by stworzyć ci legendę. Uwidocznimy te blizny, wystylizujemy je na wąsy. Fanki kochają niegrzecznych bohaterów. – Konan pokazał gest przy moich policzkach, rysując w powietrzu palcami po trzy kreski. Zbladłem.
- Czy.. mogę mieć obiekcje?
Konan przechyliła głowę zmartwiona, pozwalając mi mówić.
- Te.. blizny. Ja nie chciałbym ich.. – Ja tak bardzo ich nienawidziłem. Nie chciałem ich pokazywać. Tak bardzo nie chciałem by zwracano na nie uwagę.
- Twarz i tak będziesz przecież pokazywał. Zauważą je, a tak będziemy mogli je odpowiednio wykorzystać i..
- No ale.. – Przerwałem desperacko dziewczynie. Szukałem słów obiekcji.
- Jak podpisywałeś kontrakt to byłeś tak pewny siebie. A teraz przestraszony kotek ucieka na samym początku? Żałosne. – Sasuke spojrzał na mnie kontem oka. – Chyba nie potrzebnie ciągnęliśmy cię aż tutaj.
Konan milczała, zagryzając wargę. Te słowa podziałały na mnie jak zimna woda.
- Gościu o co ci chodzi? – Wkurzyłem się. Wstałem z fotela by móc spojrzeć mu w oczy. – Od początku po mnie jedziesz. Mieszasz z błotem! Pokazujesz swoją wyższość! Nie jesteś ode mnie lepszy w żadnym miejscu!
- No to mi to pokarz. Udowodnij, że jesteś lepszy, że dasz sobie radę.  Po za tym mylisz się. – Sasuke ani razu nie podniósł głosu. – Sam mi się podkładasz. Ja tylko teraz stwierdziłem fakty, a ty będąc ich świadom zaprzeczasz. Robisz wielki halo z małych blizna. One są wielkie tylko w twojej głowie Naruto.
- Nie wiesz skąd je mam. Pan wspaniały może nie zdawać sobie sprawy, że zwykli ludzie mogą źle znosić takie cholerne pamiątki!
- Masz rację nie wiem. Nie ma teraz czasu na opowiadanie historii. Ważne jest teraz tylko, że są i że można wykorzystać je jako atut.
- Ktoś taki jak ty na pewno nie zrozumie mojego uczucia gdy patrzę w lustro.
- Jesteś tego pewien?
- Tak.
Sasuke ponownie ścisnął nasadę nosa. Nie powiedział już nic. Wolno zsunął się z blatu. Szybkim ruchem ściągnął czarną koszulkę i obrócił się na pięcie. Ale już w lustrzanym odbiciu zobaczyłem co chciał mi pokazać.
                Otwartymi szeroko oczami patrzyłem na blade plecy bruneta, które od lewej łopatki po prawe biodro były rozcięte szeroką nierówną blizną. Kątem zobaczyłem, że Konan odwraca wzrok.
- Naruto. – Sasuke patrzył na mnie w lustrzanym odbiciu. - Blizny są historią naszego życia. Jej nie można zmienić, więc nie ma też sensu się ich wypierać. Pogódź się z przeszłością bo ta zabije cię z od środka. – Głos chłopaka był bezbarwny, lecz w czarnych oczach zauważyłem coś, co kazało mi przypuszczać, że sam nie zgadzał się z własnymi słowami.
Po chwili Sasuke ubrał się z powrotem i spojrzał na mnie obojętnie przez ramię. Nie napatrzyłem się więc długo, lecz tyle wystarczyło bym zapomniał o co się kłóciłem.
- Jeśli chcesz coś osiągnąć, musisz iść naprzód. Nic dobrego nie wyniknie z rozpamiętywania złych chwil, ponieważ w końcu całkowicie przysłonią te dobre. Nie popełniaj takiego błędu. – Tymi słowami Sasuke trochę zyskał w moich oczach. Nie wiem czy taki miał zamiar, ale trochę dodał mi otuchy. To straszne ile twarzy ma ten człowiek. Ciekawe czy uda mi się je kiedyś wszystkie poznać?
- Naruto ja mogę spróbować coś innego. – Zaczęła Konan. – Może uda nam się to jakoś przepchnąć. Chociaż były to słowa szefa więc nie wiem czy.. - W głosie dziewczyny słychać było żal. Nie wierzyła w swoje słowa.
- Nie, nie ma takiej potrzeby. Przepraszam, że zachowałem się szczeniacko. Ja postaram się.. Nie inaczej. Akceptuję każdy twój pomysł. Masz rację, że skoro sami zwrócimy uwagę na blizny i podamy zmyślony powód to nikt nie będzie się doszukiwał tego prawdziwego. Jeszcze raz przepraszam. – Spojrzałem kontem oka na Sasuke, lecz ten odwrócił wzrok.

*
Stałem przed lustrem w garderobie, która była przedłużeniem salonu kosmetycznego. Konan w siatkach przyniosła już pasujące na mnie rzeczy, choć bałem się spytać skąd znała mój rozmiar. Oglądałem się ze wszystkich stron. Konan naprawdę zna się na rzeczy. Ubrany byłem w błękitną materiałową czapkę z pod której wystawały już przycięte włosy, pomarańczową koszulkę z logiem Konohy oraz czarne spodnie z szerokimi kieszeniami. Dodatkowo miałem wysokie czerwone trampki trampki oraz niebieską bluzę zawiązaną na biodrach. Wszystkiego dopełniały czarne frotki na nadgarstkach i słuchawki na szyi oraz oczywiście podkreślone makijażem blizny i inne detale.
Wyglądałem.. ciekawie. Nigdy nie wpadłbym na to by się tak się ubrać. Pomijając barierę finansową oczywiście.
- No Naruto, przyzwyczaj się do nowego wyglądu. – Powiedziałem do siebie, szczerząc zęby do odbicia. Miałem grać złego chłopca i wyluzowanego skejta. Rozejrzałem się czy na pewno nikt mnie nie widzi i postarałem się uśmiechnąć bardziej drapieżnie. Wygiąłem palce jakby były szponami i warknąłem cicho. Znaczy próbowałem, ale z mojego gardła wydobył się cichy skrzek. Zażenowany opuściłem ręce. To będzie trudniejsze niż myślałem. Przypomniały mi się słowa Konan, gdy obcinała moje włosy.
- Widzisz Naruto, na tym polega praca modela. Zwłaszcza w naszej firmie. Prawdziwa osobowość musi czasem zostać w cieniu sceny. By wykreowany idealny styl mógł lśnić w blasku fleszy. Wierzę jednak, że sobie poradzisz. Będziemy Cię wspierać.
Zapytałem ją o co chodzi z dopowiedzeniem „zwłaszcza w naszej firmie”, jednak nie uzyskałem żadnej zrozumiałej odpowiedzi.
Zacisnąłem pięści. Nie wiem co tu się dzieje, ale dam radę. Nie dam się już niczemu złamać. Nie mogę poddawać się już na starcie. Jestem gotów nawet dogadać się z tym gburem.
Uśmiechnąłem się na tą myśl. Nigdy więcej nie dam mu satysfakcji, że jest ode mnie lepszy. Najpierw doskoczę do jego poziomu, a potem zmierzę się z nim i go pokonam.
- Od dziś jesteśmy rywalami Sasuke - powiedziałem do lustra, pokazując moje kły.

*
                Już po wszystkim, Sasuke zabrał mnie do czegoś co nazwał szafarnią. Zajmowała ona całe VIII piętro wieżowca Uchiha Corporation. W pomieszczeniu było od zatrzęsienia regałów i wieszaków które ciągnęły się przez całą długość pomieszczenia od sufitu do podłogi. Na wszystkich pułkach leżały ubrania. Wszystkie oznaczone stosowną etykietą wiszącą pod sufitem. Było tam chyba wszystko o czym można by tylko zamarzyć. Stosowny podział na odzienie męskie i damskie zawierał wszystkie typy ubrań od eleganckich po sportowe wraz z obuwiem i dodatkami.
- Wow. – Tylko tyle udało mi się wyksztusić. Najpierw drogeria w łazience a teraz odzieżowy. – To jakiś magazyn sklepu?
- Raczej taka nasza szafa. Możesz w każdej chwili brać stąd potrzebne ci rzeczy, w których będziesz chodzić prywatnie, ćwiczyć, spać i tak dalej. Jeśli będziesz potrzebować czegoś więcej, gdy będzie czas możemy skoczyć zawsze do jakiejś galerii. – Sasuke obojętnie omiótł pomieszczenie wzrokiem. Do kieszeni schował kartę, którą uruchamiał drzwi windy. – Jak Deidara ogarnie się z twoją kartą, będziesz mógł tu wrócić i się rozejrzeć. Teraz chodź ze mną.
                Szliśmy przez alejki a ja rozglądałem się na wszystkie strony. Byłem pewny, że jeszcze tu wrócę. Rano zastanawiałem się nawet skąd wezmę ubrania.
- Skąd macie tego tyle? – Spytałem zadzierając głowę w górę.
- Większość to darmowe próbki kolekcji od naszych klientów oraz zaprzyjaźnionych firm. – O kurczę to musi ich być ponad setka. Po krótkim spacerku, Sasuke doprowadził mnie do jednej z półek działu sportowego.
- Teraz trzeba sprawdzić twoją siłę i kondycję. Weź sobie jakiś dres, przyda się.
Rozejrzałem się przez chwilę i wybrałem sobie czarno-pomarańczowy komplet, oraz białą bawełnianą koszulkę. Starałem się ignorować nienaruszone metki. Gdy skończyłem brunet skierował się bez słowa do wyjścia.
                Powoli przyzwyczajam się do chodzenia za nim. Jednak gdy spojrzałem na jego plecy, moje myśli uleciały ku sytuacji z pomieszczenia do stylizacji. Aż głupio mi się zrobiło za scenę jaką zrobiłem z moich znamion. Ciekawe skąd on miał swoją bliznę. Nie pytałem, wiedząc że i tak mi nie odpowie.

              Wtedy jeszcze miałem czas na tego typu rozmyślania. Już niedługo miały odlatywać w całkowicie innym kierunku. Ich prowodyrem oczywiście też miał być Sasuke, a jak.

***
Zapraszam do oceniania i komentowania. Za niedługo postaram się wrzucić jeszcze jakiegoś one-shota :3

piątek, 6 marca 2015

Bóg węży

Tak wiem, że to nie jest rozdział fleszy xd. Ale ten już jest napisany tylko trzeba go poprawić, a ten one shot po kosmetycznych poprawkac był gotowy do publikacji.. więc wiecie, że wybór był prosty. Ale już niedługo, więc zapraszam do czytania i komentowania :3

**

- Zbliżcie się do ogniska dzieci. – Słońce schowało się już za górami, był to idealny czas na opowieści. Mężczyzna poczekał, aż grupka małych szkrabów wygodnie usadowi się po jego bokach. Przeczesał palcami długą siwą brodę, która zdradzała jego sędziwy wiek. Był on różnie nazywany. Kaznodzieją, bajarzem, albo po prostu dziadkiem.
- Co nam opowiesz dziadziusiu? – Wszystkie maluchy zamarły w oczekiwaniu na odpowiedź. Dzisiaj był magiczny, długo wyczekiwany wieczór. Mężczyzna z uśmiechem rozejrzał się po zebranych. Pogłaskał po głowie blondynka o niebieskich oczach, poczym odpalił swoją nieodłączną fajkę.
- Dzisiaj opowiem wam historię, która może zdarzyć się naprawdę. A jej bohaterem może stać się każdy z was, jeśli tylko będzie tego wystarczająco pragnął. Opowiem wam o samotnym bogu węży, który spełni wasze życzenie, jeśli uda się wam go znaleźć. A wszystko zaczyna się od takiej ciepłej nocy jak ta dzisiaj..

*
Blondyn skrzywił się nieznacznie przez sen, czując jak coś łaskocze go po twarzy. Uczucie było tak natarczywe, że starał się odgonić owo natrętne coś ręką. Gdy i to nie pomogło, musiał dźwignąć się na rękach z posłania. Przetarł sklejone oczy i krytycznym spojrzeniem omiótł swoje łoże, na które składała się goła ziemia i niewielki stóg nadgniłego siana. To właśnie ono łaskotało go w twarz.
- Nie masz łatwego życia co Naruto? – Chłopak zapytał sam siebie. Rezygnując z przywileju dalszego leżenia na sianie, oparł się o ścianę komórki w której spał i podkulił nogi. – Dlaczego właśnie dzisiaj śniła mi się ta historia?
Naruto miał szesnaście lat. Od przeszło połowy swojego życia, po tragicznej śmierci rodziców, starał się jakoś przeżyć. Łapał się każdej, nawet najcięższej pracy, za którą często otrzymywał tylko czerstwą bułkę. Często zdarzało mu się spać o pustym żołądku. O ile miał gdzie spać. Nie obce było mu drzemanie pod płotem jakiejś oberży.
- To przecież nie możliwe aby gdzieś na tym świecie istniał bóg, który spełni moje życzenie. – Blondyn podniósł głowę by spojrzeć w małe okienko pod sufitem. Mógł obserwować przez nie część nocnego nieba, rozświetlonego delikatnym blaskiem księżyca. – Jak szła dalej ta historia?
Chłopak zamknął oczy. W mroku wspomnienia powoli odżywały.
Bóg węży lubi wilgoć. Więc ważne jest by dzień wcześniej, zanim wyruszycie mu na spotkanie, padał rzęsisty deszcz. Szukajcie go w nocy. Noc powinna być bezchmurna, a drogę niech wam rozświetla księżyc w pełni.
Drzwi do komórki zaskrzypiały. Naruto objął rękami gołe ramiona. Jego ubranie nie było przystosowane do nocnych eskapad. Brudne i dziurawe, niebyło dostosowane tak naprawdę do niczego. Gołe stopy zapadły się w wilgotną ziemię. Na niebie nie było widać nawet śladu wczorajszej burzy. Nie było na nim ani jednej chmury. Chłopak rozejrzał się niezdecydowany. W końcu odrzucił ścieżkę prowadzącą do wioski, kierując się w stronę drzew.
Idź przed siebie, upewniając się czy nikt cię nie śledzi. Gdy całkowicie zostawisz za sobą dowody ludzkiej bytności, zacznij biec. Biegnij przed siebie i myśl o swoim życzeniu. Jeśli będzie ono wystarczająco silne, bóg węży je usłyszy i wskaże ci ścieżkę. Będzie ona niepozorna, ledwo widoczna wśród gałęzi. Idź nią i nie lękaj się niczego co spotkasz. I najważniejsze to za nic się nie odwracaj. Stawiaj kroki pewnie. Nawet gdy mgła całkowicie przesłoni twój wzrok. Bóg nie pozwoli ci się potknąć, ponieważ oczekuje cię w swoim królestwie.
Naruto wolno zagłębił się w las. Nie wiedział tak naprawdę po co to robi. Miał wrażenie, że swoim działaniem chciał urzeczywistnić usłyszaną historię. Udowodnić, że opowieści, które słyszał w dzieciństwie nie kłamały. Stary bajarz nie mówił by oszukiwać, lecz by dawać wiarę i nadzieję.
- I tak nie mam nic do stracenia. – Szepnął, gdy mrok lasu stawał się coraz głębszy. W tej części, światło księżyca nie mogło przebić się przez gałęzie. Zaczął biec tak szybko na ile pozwalały my korzenie i dziury w ziemi. Przez jego głowę przelatywały obrazy biedy i ciężkiej pracy. Wszystkie wieczory, kiedy kładł się bez kolacji i wszystkie noce, które spędził w zimnie na gołej ziemi. Cały czas biegł, nie zważając na palący ból w płucach. Parę razy się potknął, boleśnie zdzierając skórę z dłoni i kolan. Mimo to nie poddawał się. Dopiero gdy łzy, które same z siebie zaczęły spływać mu po policzkach, całkowicie zasłoniły mu drogę, zatrzymał się. Naruto schował twarz w dłoniach, czując jak opada z sił. Nogi ugięły się pod nim, a on sam zaszlochał cicho. Cały żal skrywany w sercu przez te wszystkie lata, znalazł właśnie ujście. W tym jednym momencie chciał po prostu zniknąć. Rozpłynąć się, by już nigdy nie musieć cierpieć.
Gdy łzy się skończyły, chłopak wstał apatycznie. Zauważył, że stoi na wąskiej lecz widocznej ubitej ścieżce.
- Nie wierzę, że nawet las się ze mnie nabija. – Naruto pociągnął nosem i bez poprzedniego zapału, zaczął iść nią w niewiadomym kierunku. Powłóczył nogami, a jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Coraz bardziej zagłębiał się mleczną mgłę, która coraz gęściej oplatała ścieżkę.  Beznamiętnie minął puchatego królika, który odprowadził go wzrokiem, oraz jak gdyby nigdy nic przeszedł na grubym wężem śpiącym na jego drodze.
Gdy już nie widział nawet czubka własnego nosa, poczuł się bardzo zmęczony. Czuł, że ta wątła iskierka życia, która poruszała jego nogami, migocze i gaśnie. Naruto zamknął zapuchnięte oczy i opadł miękko na zieloną trawę. Nie obchodziło go skąd ona się wzięła. Chciał tylko zasnąć. Zasnąć i nigdy już się nie obudzić, ponieważ i tak nie będzie go szukał.

*
Gdy się przebudził świat lekko się kołysał. Było mu ciepło. Po raz pierwszy od bardzo dawna. Nie otwierając oczu wtulił się policzkiem w nieznane miękkie podłoże. W akompaniamencie cichego syku, znowu odpłynął do krainy snów.

*
Coś muskało go po szyi. Półprzytomny Naruto starał się odgarnąć owe coś, przypominając sobie drażniącą go wcześniej słomę. Przez myśl mu przeszło, że pewnie w końcu zasną na swoim podgniłym posłaniu. Czując jak sen odchodzi w siną dal, blondyn podźwignął się na rękach i przetarł oczy. Zdziwiony otworzył je, gdy zrozumiał, że uczucie smyrania nie zniknęło, tylko przeniosło się w okolice uda.
Blondyn obserwował chwilę bladą dłoń, o smukłych palcach i czarnych paznokciach. Spojrzał na jej właściciela, gdy ta cofnęła się powoli. Naprzeciwko Naruto, siedział chłopak w siadzie skrzyżnym. W świetle księżyca widać było jego czarne długie włosy, spomiędzy których wystawały cztery twory, blondyn na własny użytek nazwał je rogami. Jednak najbardziej niesamowite w nieznajomym brunecie, były oczy. Podkreślone dookoła czarnymi kreskami, jaśniały żółtym światłem, przeciętym przez pionowe źrenice.
Naruto zamrugał parokrotnie i usiadł w podobnej pozycji do chłopaka, chcą mu się lepiej przyjrzeć. Nie czuł strachu. Nie był pewny co dokładnie czuje, ale na pewno się nie bał. Coś syknęło cicho, i blondyn mógł zobaczyć owiniętego wokół szyi bruneta cieniutkiego białego węża. Wyciągnął wolno rękę, którą zatrzymał w połowie drogi. Nieznajomy delikatnym skinieniem głowy przyzwolił mu na kolejny ruch, wodząc za nim błyszczącymi oczami.
Naruto zanurzył palce w czarnych włosach. Czuł nieodpartą chęć sprawdzenia, czy są tak miękkie jak wyglądają. Z zadowoleniem stwierdził że były. Brunet zmrużył oczy i zasyczał cicho. Nie było w tym dźwięku jednak żadnej wrogości.
- Dalej jest noc. – Stwierdził blondyn, zauważając w czarnych kosmykach srebrzyste refleksy światła księżyca.
- Nie lubisssz jak jest noc? – Spytał nieznajomy.
- Nie wiem. Chyba nie.
Brunet skinął głową i złożył ręce, zginając palce w dziwny sposób. Nagle mrok został przegoniony przez światło słońca.
Gdy wzrok Naruto przyzwyczaił się do światła, chłopak mógł przyjrzeć się lepiej swojemu towarzyszowi. Był niesamowicie blady. Jego biała koszula rozpięta była na tyle, że można było zobaczyć odznaczające się spod skórą obojczyki. Wokół jego nadgarstka owinięty był kolejny, cieniutki wąż.
- Witaj w moim śśświecie Naruto. – Powiedział, znowu delikatnie zaciągając przy jednej z liter.
- Skąd wiesz kim jestem?
- Słyszałem Cię.
Blondyn skinął głową jakby było to normalne. Wcześniej ogarniająca go apatia przemieniła się w swego rodzaju spokój. Nic nie mogło go teraz zdziwić.
- Jesteś bogiem węży prawda? Ta historia była prawdziwa?
- Nie wiem o jakiej hissstorii mówisz, ale tak jestem nim. Nazywam się Sasssuke.
- Jak się tu znalazłem? Prawie nic nie pamiętam.
- Usłyszałem twoje pragnienia. Życzenia twojego serca.
Naruto rozpromienił się. Przed oczami ujrzał siebie, w bogatych szatach, siedzącego za suto zastawionym jadłem stołem.
- Sssłyszę twoje myśli. Wybacz mi Naruto. Ale nie sspełnie twojego życzenia o byciu bogatym. – Sasuke zamachał przez chwilę wystawionym językiem. Był rozdwojony.
Blondyn spojrzał na niego zszokowany. Kiełkująca w jego sercu nadzieja, została brutalnie zadeptana.
- Dlaczego..?
Brunet pokręcił głową, czując, że nie został dobrze zrozumiany. Przysunął się delikatnie bliżej i wolnym ruchem splótł ich dłonie w uścisku.
- Naruto to nie dlatego, że nie mogę go ssspełnić. Jesteś pierwszym człowiekiem od sssetek lat, którego wpuściłem do mojego królestwa. Dlatego, że twoje życzenie jessst warte ssspełnienia.
- Jakiego życzenia? Przecież bogactwo..
- Ja nie ssspełniam życzeń twojej kieszeni tylko serca. Pragniesz kochać i być kochanym. Twoje ssserce pragnie akceptacji i miejsca w świecie.
- I ty możesz mi to dać Sasuke? – Naruto poczuł się nagle tak bardzo samotny. Pomyślał o zmarłych rodzicach. Od tak dawna nie czuł ciepła innej osoby. Tylko delikatny uścisk w jego dłoni, powstrzymywał nabiegłe do oczu łzy przed wypłynięciem.
- Tak. Jeśli dalej tego chcessz. – Żółte oczy błysnęły, bacznie wyczekując odpowiedzi.
Blondyn spojrzał w nie i to co zobaczył, od razu nasunęło mu odpowiedź. Widział w nich odbicie własnej samotności.
- Chcę.
Z tym jednym słowem znikły wszystkie troski i zmartwienia. Naruto przymknął oczy i całkowicie poddał się ruchom bruneta. Sasuke objął go za szyję i pociągnął tak, że znaleźli się miękkiej trawie. Zanurzył nos w złotych włosach, zaś ich właściciel wtulił się w zagłębienie bladej szyi.

*
Naruto siedział na wysokim pagórku i wpatrywał się w horyzont. Równocześnie głaskał pod szyją dwumetrowego węża, który syczał dając znak, że mu się to podoba. Nie był pewny ile czasu spędził w tej krainie. To Sasuke kontrolował w niej cykl dnia i nocy, oraz sam tworzył  wygląd otoczenia. Blondynowi niczego nie brakowało. Miał co jeść, gdzie (i z kim) spać, było mu ciepło i nie musiał pracować. Obecność bruneta była wszystkim czego potrzebował do szczęścia. Gdy był koło niego nieokreślone uczucie radości wypełniało mu pierś.  Spokoju nie dawała mu jednak jedna myśl. Wplótł dłoń w swoje włosy i przyciągnął jeden kosmyk do oczu. Był wyraźnie dłuższy.
- Tutaj jesssteś. – Sasuke pojawił się niespodziewanie koło niego. Często tak robił, więc Naruto powoli się do tego przyzwyczajał. Położył głowę na ramieniu bruneta, chłonąc jego bliskość. –Coś się ssstało?
- Trochę się martwię.
Brunet zmarszczył brwi i objął chłopaka ręką. Słyszał jego zmartwienia, jednak zadawał pytania w normalny sposób. Naruto zdawał się nie lubić, że ktoś słyszy jego myśli.
- Czym?
- Jesteś nieśmiertelny prawda?
- Chyba. – Sasuke zasępił się. Nie był tego pewny.
-Ile lat już żyjesz?
- Nie wiem. Długo.
- Narodziłeś się już jako bóg?
- Nie Naruto to nie było tak.
- Więc jak? – Blondyn spojrzał na chłopaka pytająco. Sasuke westchnął i zmienił pozycję. Teraz Naruto siedział przed nim opierając się o jego klatkę piersiową plecami. Zaplótł swoje dłonie na jego klatce piersiowej, trzymając go w delikatnym uścisku. Chwilę patrzyli w daleki horyzont.
- To nudna hissstoria.
- Chciałbym ją usłyszeć Sasuke.
Trwali w milczeniu, którego Naruto nie przerywał. Czekał aż jego towarzysz się zastanowi.
- Te wspomnienia się już zatarły, ale na pewno byłem kiedyś człowiekiem. Pewnie ledwie nastolatkiem. Szukałem boga spełniającego życzenia, pamiętam, że chciałem „mieć dość sssiły by pomagać innym”. Nie wiem co przeżyłem, że wybrałem akurat takie życzenie. Pewnie coś strasznego, czego nawet nie chciałbym pamiętać. Tak czy sssiak zostało ono usłyszane. Poznałem boga wilków, szarowłosego mężczyznę, który uwielbiał czytać ludzkie książki. I tak sam stałem się bogiem, którego domeną ssstały się węże.
- I gdzie jest teraz bóg wilków?
- Nie wiem. Pewnego dnia nasze drogi przeciął bóg delfinów. Mój stwórca odszedł wraz z nim. Od teraz to je spełniałem życzenia, trwając samotnie w tej krainie.
- Skąd wiesz, że ktoś ma życzenie?
- To nie jessst skomplikowane. W tej krainie znajduje się miejssce zwane lustrem światów. Gdy w nie patrzę, słyszę myśli i pragnienia ludzi. Oraz ich życzenia.
- Wiele ich spełniłeś?
- Z początku ssspełniałem każde. Większość z nich było prośbami o bogactwo. Lecz pewnego dnia pojawił się ktoś wyjątkowy, który prosił mnie uzdrowienie jego nieuleczalnie chorej żony. Zaimponował mi swoją determinacją i trossską o szczęście ukochanej. Wtedy poznałem czy są te prawdziwe pragnienia ludzkiego serca, które warto spełniać. Od tej pory ssspełniałem już tylko wyjątkowe życzenia. A te zdarzały się bardzo rzadko.
- Więc moje życzenie było wyjątkowe?
- Jesteś pierwszym człowiekiem od ponad wieku, którego życzenie ssspełniłem. I muszę Ci za to podziękować.
- Dlaczego? To ja powinienem ci dziękować Sasuke.
- Ponieważ rozpraszasz moją sssamotność.
Naruto odwrócił głowę by móc spojrzeć na uśmiechniętą twarz bruneta. Po raz kolejny nie potrafił zrozumieć ogromu szczęścia jaki otrzymał. Podciągnął się nieco, by móc go pocałować. Sasuke choć lekko zdziwiony tym gestem, nie opierał się. Zachęcony tą współpracą, Naruto obrócił się tak, że teraz klęczał między nogami bruneta. Objął go za szyję, tym razem pogłębiając pocałunek. Sasuke wplótł palce w złote włosy by przyciągnąć ich właściciela jeszcze bliżej siebie. Ten gest zastępował wszystkie słowa jakie mogliby wypowiedzieć.

*
Leżeli wtuleni w siebie. Słońce zamieniło się miejscem z księżycem.
- Sasuke.. – Naruto przerwał ciszę.
- Sssłucham?
- Czy jest możliwość byś spełnił jeszcze jedno moje życzenie? – Sasuke westchnął cicho. Wiedział, o co chce spytać jego towarzysz. – Ja.. myślałem o tym dzisiaj. Choć ten świat jest niezwykły, ja dalej się w nim starzeje. Nie chce.. Nie chce cię opuszczać.
- Do czego dążysz Naruto? – Brunet przytulił go mocniej czując jak ten chłopak drży.
- Chciałbym spędzić z tobą wieczność Sasuke.
- Więc mam zmienić cię w boga?
Zapadło ciężkie milczenie, które przerwał w końcu Naruto.
- Znowu czytasz mi w myślach.
- Przepraszam. Nie mam na to wpływu. A teraz.. A teraz śpij Naruto.
- Sasuke..
- Śpij. A gdy się obudzisz ja.. coś ci pokarzę.

*
Sasuke szybko wykonywał kolejne gesty dłońmi. Naruto wiedział już, że były to pieczęcie, pozwalające na korzystanie z boskiej mocy. Przed nim zaczęła formować się jasna kula światła, która co jakiś czas zmieniała kształt. W końcu na jej miejscu pojawiła się prosta, biała fontanna, która tryskała w górę czarną cieczą.
- Co to jest? – Spytał blondyn przyglądając się jej z pewnej odległości, którą narzucił mu wcześniej Sasuke.
- Ssspełnienie twojego życzenia. – Brunet odwrócił się w jego stronę. Na bladej twarzy malował się smutek. – Jednak najpierw muszę ci coś pokazać.
Sasuke złożył dwie pieczęcie, po których jego prawa dłoń zapłonęła błękitną poświatą. Dotknął nią czoła Naruto. Chłopak poczuł jak świat wiruje i czernieje. Przed upadkiem uratowały go tylko blade dłonie.
Bóg węży położył delikatnie nieprzytomnego chłopaka na trawie. Usiadł koło niego, czekając aż ten się obudzi. Jego twarz wykrzywiła się w lekkim grymasie. To co chciał pokazać blondynowi było wspomnieniem, które cały czas było boleśnie żywe.

*

Kraina zmieniła się. Teraz wszędzie były drzewa, mchy i paprocie. Naruto zdziwiony rozejrzał się po lesie. Nie przypominały krainy, którą stworzył Sasuke. Nie wiedząc co robić stał w miejscu rozglądając się. Dopiero gdy zza drzew dotarł do jego uszu nieznany niski głos, postanowił skierować się w jego stronę. Po krótkiej wędrówce przez ciemny bór zobaczył wysokiego mężczyznę o sterczących na wszystkie strony, szarych włosach. Spomiędzy nich sterczały duże wilcze uszy. Zaś spod długiej koszuli  wystawał bujny ogon. Koło mężczyzny stał niższy chłopak o czarnych jak noc oczach.
Blondyn podszedł bliżej chcąc przyjrzeć się postaciom z bliska. Mimo, że stanął praktycznie koło nich, nikt go nie zauważył.  Obydwoje wpatrywali się w prostą, białą fontannę, z której wypływała czarna ciecz. Naruto rozpoznał w chłopaku Sasuke. Urzeczony patrzył w jego błyszczące czarne oczy. Ze zgrozą zobaczył też zapadnięte policzki i ślady skrzepniętej krwi we włosach. Wyglądał jakby uciekł samej śmierci.
Mężczyzna położył brunetowi dłoń na ramieniu, by dodać mu otuchy. Sasuke wziął głęboki oddech i pewnym krokiem podszedł do fontanny nieznacznie kulejąc. Zanurzył drżące dłonie w czarnej wodzie by móc się jej napić . Naruto krzyknął gdy chłopak zaczął się krztusić, opierając się o brzeg fontanny. Szarowłosy mocno złapał go za ramiona i zmusił do ponownego napicie się. Blondyn patrzył na to przerażony, zasłaniając rękami usta.
Sasuke napił się trzy razy, poczym padł na kolana kaszląc. Z jego oczu płynęły krwawe łzy, które spływały po bladych policzkach. Po chwili kaszel też odznaczył się krwią na leśnym mchu. Brunet krzyczał łapiąc się za pierś. Upadł na ściółkę wijąc się w męczarniach. Naruto nie wiedział ile to wszystko trwało. Czując jak łzy spływają mu po policzkach, patrząc na cierpienie chłopaka. Gdy ten chciał złapać się za gardło, szarowsłosy doskoczył do niego w ułamku sekundy. Unieruchamiając mu nogi ciężarem ciała, przycisnął jego ręce do ziemi. Z kamienną twarzą patrzył jak Sasuke dusi się własną krwią, która zaczęła zmieniać kolor na czarny. Trwał tak, aż chłopak nie przestał się całkowicie ruszać, a jego głowa opadł bezwładnie na bok. Z kącika ust cały czas spływała czarna stróżka. W końcu wstał i wziął go na ręce. Mrucząc coś do siebie bezszelestnie zniknął między drzewami.

*

Pierwsze co Naruto zobaczył po przebudzeniu to zmartwione żółte oczy z pionowymi źrenicami. Sasuke pomógł mu usiąść i oprzeć się o pień drzewa. Blondyn rozejrzał się spanikowany, ale miejsce w którym się znajdowali w niczym nie przypominał lasu sprzed chwili.
- C-co to było? – Spytał przytulając się do bruneta.
- To były moje wssspomnienia. – Sasuke odwzajemnił uścisk, całując go w czoło.
- Chciałeś tym zmienić moje zdanie?
- Naruto posssłuchaj mnie. Twoje życzenie, spełniam żyjąc z tobą w moim świecie. Moje uczucia nie mają tu nic do tego. Nie muszę, a nawet nie powinienem narażać cię na ból. Nie na ból przemiany.
- Sasuke. – Blondyn spojrzał mu w oczy. – Chcesz mi powiedzieć, że nic nie będziesz czuł jeśli ja po prostu pewnego dnia zestarzeję się i umrę?
Brunet wyglądał przez chwilę jakby miał się rozpłakać.
- Ty to powiedziałeś, nie ja.
- W takim razie chcę zmienić życzenie. – Naruto pocałował chłopaka szybko i zapalczywie. – Życzę sobie zmiany w boga bym mógł spędzić z tobą wieczność.
Sasuke również go pocałował. Krótko i czule.
- W takim razie ja mam pierwsze życzenie.
- Słucham? – Naruto nie zrozumiał zbytnio o co chodzi.
- Kochaj się ze mną.
Blondyn uśmiechnął się delikatnie, poczym wpił się w blade wargi. Sasuke chętnie pogłębił pocałunek, wkładając ręce pod koszulkę chłopaka. Chwilą romantycznego uniesienia, starali się zapomnieć o tym co miało za niedługo nadejść.

*


- Zobacz jak ja teraz wyglądam!
- Mnie się podoba.
- Wow mam wąsy!
- Słodkie.
- I dziewięć ogonów!
- Mogę sprawdzić jak bardzo są puchate?
Sasuke przytulił się do blondyna, bezceremonialnie między ogonami łapiąc go za pośladki. Naruto zastrzygł rudymi uszami, ale nie odsunął się.
- Kim teraz jestem? – Spytał.
- Jesteś teraz bogiem lisów.
- Tylko bogiem lisów?
- Nie. Jesssteś bogiem lisów, przeznaczonym na wieki bogowi węży.
Naruto uśmiechnął się i pocałował bruneta. Trwali tak długo, ciesząc się swoją obecnością. Teraz czas się dla nich nie liczył. Mieli przed sobą całą wieczność.
- Sasuke mam jeszcze jedno ważne pytanie. – Naruto spojrzał na niego wyczekująco.
- Sssłucham.
- Czy teraz dalej możesz czytać mi w myślach?
- Owszem.
- Ehh. – Blondyn jęknął cierpiętniczo, machając ogonami.
- Ale teraz ty też możesz to robić. – Sasuke uśmiechnął się delikatnie. Naruto uniósł brwi i zaczął wpatrywać się w chłopaka wyczekująco. W końcu usłyszał słowa, mimo że blade usta się nie poruszyły.
Kocham cię Naruto. Blondyn otworzył usta szeroko zszokowany. Potem jednak oblał się delikatnym rumieńcem. Sasuke równocześnie uśmiechnął się delikatnie, ponieważ w głowie rozbrzmiały mu wyczekiwane słowa.
Ja ciebie też Sasuke.

*
A tutaj załączam obrazek, który był natchnieniem do całego shota:




*
No i tyle :3 Zapraszam do komentowania.