czwartek, 4 września 2014

Stańmy razem w blasku fleszy #2

Muzyka zaczęła się nasilać. Szepty niepewności i strachu zaczęły rozbrzmiewać wokół.
"Sekai de ichiban ohime-sama"

Gdy do muzyki dołączyły słowa, światła powoli zaczęły się zapalać. Po kolej rozbłysły lampy zaczynając od dwóch końców sufitu galerii, by w końcu spotykać się na środku, tuż nad reklamowym samochodem.
Po zgromadzonych rozniósł się okrzyk zdumienia. Zmrużyłem oczy, by przyzwyczaić je ponownie do światła. W końcu ujrzałem to co inni. Mianowicie zamiast jednej osoby na podeście stały teraz dwie. Po prawej stronie bruneta pojawiła się niższa od niego dziewczyna, o najprawdopodobniej farbowanych różowych włosach. Daję głowę, że pomimo odległości widziałem błyszczącą zieleń jej oczu.
Zaczęli tańczyć do muzyki. Można by powiedzieć że to mało. Może i by tak było gdyby nagle z tłumu, nie zaczęli by wybiegać i ustawiać się na około podestu kolejni tancerze. Odrzucali na boki ściągnięte bluzy dołączając do układu. Zebrała się ich łącznie chyba około czterdziestka, może pięćdziesiątka. Ich ruchy takie jak wymachiwanie rękami czy skoki podobne do tańca break dance były dopasowane do skocznej muzyki, zaś turkusowe koszulki wyróżniały się na tle tłumu.
Temu wszystkiemu, można by powiedzieć, przewodziła ta dwójka modelów usytuowana na podeście. Wykonywali idealnie zsynchronizowane ruchy, widać było u nich profesjonalizm. Co jakiś czas wykonywali też trudniejsze figury taneczne. Ich strój także różnił się od reszty tancerzy. Oprócz wspomnianej już koszulki mieli na sobie czarne spodnie z turkusowym haftem oraz tego samego koloru trampki za kostkę. Ich występ z obiektywnej perspektywy trwał krótko, pewnie coś koło 2 minut. Sam się dziwię, że zauważyłem tyle szczegółów.
Kiedy muzyka się skończyła, tłum który zdążył się już znacznie powiększyć, zaczął klaskać i krzyczeć. Muszę przyznać, że znali się na mocnych wejściach.
- Witam was na akcji promocyjnej marki Toyota w imieniu ekipy Konohy. - Melodyjny, głęboki głos wydobył się z głośników. - Mam nadzieję, że nasz mały występ wam się spodobał.
- Sasuke!
- Sasuke spójrz tutaj!!
- Wyjdź za mnie! - Krzyczały fanki na chwilę go zagłuszając. Ten uśmiechnął się promiennie w ich stronę i pomachał, co zapoczątkowało kolejną falę pisków i krzyków.
Ten głos utkwił mi w głowie zagłuszając resztę otoczenia. Poczułem się dziwnie. To były tylko jakieś dwa zdania a ja nie mogłem się ruszyć. Jakby słodka, paraliżująca trucizna, która zawładnęła moim ciałem. Lecz uczucie tak szybko jak się pojawiło, tak też po chwili zniknęło. Straszne. Ale muszę stwierdzić, że się myliłem. Widać, że gościu cieszy się z tej roboty i lubi swoje fanki. A ja po nim cisnąłem.
- Pewnie ucieszy was fakt, że od tego momentu w wybranych sklepach będzie można zakupić nową linię ubrać Toyoty. Próbkę mamy nawet dziś na sobie. – Różowo włosa dziewczyna uśmiechnęła się machając do tłumu.
- Sakura!
- Sakura, kocham Cię!
Oo czyli przybyli też męscy fani modelek.
Turkusowe koszulki stażystów powoli rozeszły się w tłumie. Zaczęli rozdawać jakieś gadżety promocyjne w koszykach, promować nowe samochody oraz markę odzieżową. No tak w końcu to było akcja reklamowa. Dość specyficzne ale jednak. Gdy to dziwne otępienie minęło i odzyskałem władzę w ciele, zeskoczyłem szybko z murka, rejestrując jeszcze, że Gaara gdzieś zniknął. Najprawdopodobniej jego przerwa dobiegła końca.
Ledwo moje nogi dotknęły posadzki a poczułem coś mokrego rozlewającego mi się po brzuchu.
- O razy, przepraszam. Naprawdę przepraszam, jakoś Ci to wynagrodzę. - usłyszałem. – Chodź! Trzeba to szybko wytrzeć! - Czyjaś ręka złapała mnie za nadgarstek i zaczęła ciągnąć.
Zaraz, zaraz co się właśnie stało?
Jestem ciągnięty. Na mojej koszulce była wielka czerwona i lepka plama. Ręka należąca do wysokiego blondyna dalej mocno mnie trzyma. No i dalej jestem ciągnięty i to wbrew mojej woli!
- Hej, hej hola, człowieku mogę wiedzieć co się dzieje? - spytałem zatrzymując się. Siłą rzeczy nieznajomy również koło mnie przystanął i spojrzał na mnie zdziwiony.
- No pomóc chcę bo to moja wina w końcu była.. - Powiedział odwracając się w moją stronę.
- No ok, rozumiem. Ale dalej nie wiem co się stało, ani gdzie ty mnie w ogóle ciągniesz... - Bąknąłem cicho  nie wiedząc, jak powinienem zachować się w takiej sytuacji.
Rozejrzałem się dookoła. Znajdowaliśmy się w korytarzu pomiędzy sklepem sportowym "Kije i torby" a kawiarnią "Herbaciana kawa". Dalej znajdowały się czarne drzwi z napisem "Osobom nie upoważnionym wstęp wzbroniony." Już straciłem orientację w terenie.
- Emm no to ja może zacznę od początku, hehe. -  Zreflektował się nieznajomy, lecz dalej szeroko się uśmiechał.
Mój towarzysz o imieniu Deidara szczegółowo opisał mi całą historię, zaczynając od tego jak szedł w stronę fontanny z oranżadą w kubku - na miejscu gdzie się obecnie znajdujemy kończąc. Przez cały czas żywo gestykulował rękami, co chwila się śmiejąc. Chyba od razu go polubiłem. Podziwiam takie radosne i pełne życia osoby.
- Aha. - Tylko tyle udało mi się wyksztusić gdy skończył swój monolog. Uśmiechnął się szeroko.
Odwzajemniłem uśmiech i ruszyliśmy w dalszą drogę. Weszliśmy przez ciężkie tajemnicze drzwi, a potem przez kolejne tym razem białe. Deidara znowu się rozgadał, tym razem na temat całej akcji. Okazało się, że też jest z ekipy i był jednym z dwóch fotografów. Gdy to powiedział, dopiero zauważyłem na jego szyi lustrzankę. Co jakiś czas wtrącałem jakieś swoje komentarze. Zwykle nie mam okazji do rozmów, a przy tym człowieku chyba nie da się być cicho.
***
- Myślę, że M będzie na ciebie dobra, więc orientuj się!
- Nie, naprawdę nie trzeba. - Zaprzeczyłem łapiąc turkusowy pakunek, zanim ten uderzył mnie w twarz.
- Oj daj spokój Naruto przecież nie będziesz tak wracał do domu. Poza tym, po takich akcjach w magazynach zostają tony podobnych gadżetów. A do tego, wygląda on na tobie sto razy lepiej niż w jakimś kartonie! - Prawie krzyknął z zachwytu gdy szybko zmieniłem ubranie. - Ten kolor świetnie Ci pasuje! Jestem ciekawy jak być wyglądał w błękicie. Pewnie pasował by idealnie do oczu. Pomarańczowy też by był niczego sobie! Nie ruszaj się muszę zrobić Ci zdjęcie!
Lekko zarumieniłem się na jego uwagi, lecz posłusznie stałem prosto, gdy ten zgarnął ze stołu inny aparat. Ja w tym czasie ukradkowo rozglądałem się po pomieszczeniu.
Znajdowaliśmy się w przestronnym pokoju z białymi ścianami, odstąpionym firmie Uchiha Corporation jako "baza operacyjna" na czas przeprowadzania akcji. Była tu sofa, teraz przysłonięta toną rzeczy, długi stół pod ścianą oraz mnóstwo pustych bądź do połowy zapełnionych kartonów przez różne ubrania i gadżety. Po drugiej stronie pomieszczenia, dostrzegłem zwykłe czarne drzwi prowadzące pewnie do dalszej części "bazy”.
Deidara zaśmiał się widząc moją reakcje. Po chwili mimo woli sam do niego dołączyłem. W tym momencie błysnął po raz kolejny flesz, trzymanego przez niego polaroida. Poruszałem rękami. Koszulka była wykonana z miękkiego i wygodnego materiału. Spojrzałem ponownie na chłopaka. Wyglądaliśmy prawie jak bracia. Taka sama koszulka, błękitne oczy i blond włosy. Chociaż moje były roztrzepane w artystycznym nieładzie, a jego związane były w wysokiego kitka, z grzywką opadającą na połowę twarzy. Dziwne, że też nie oślepł na to zakryte oko. A może jest ku temu powód? W sumie prawie gościa nie znam. No i prawie bym zapomniał, ale chyba znaczącą różnicą między nami było to, że ja pracowałem na zmywaku, a on był fotografem jednej z czołowych firm kraju. Wręczył mi jedną z fotografii, która wysunęła się z urządzenia. Przyjąłem je chowając z przyzwyczajenia do kieszeni.
- To ja już będę szed.. - moją wypowiedz przerwało gwałtowne otwarcie drzwi wejściowych. Wdarł się przez nie hałas z korytarza oraz dwie znane mi już z widzenia osoby.
- Sasuke! Sakura! Gratuluję występu, jak zwykle porwaliście publikę - Ekscytował się Deidara od razu do nich doskakując i pstrykając nowe fotografie. Dziewczyna zarumieniła się delikatnie. Brunet ignorując go wszedł do głębszej części pomieszczenia i usiadł na kanapie. - Zrobiłem wam super zdjęcia, które umieścimy w najnowszy wydaniu "Top Konoha". Hidan wszystko kręcił. Poszło nam genialnie! Teraz musimy..
- Wyjdź stąd. - Sasuke przerwał blondynowi słowami, na które mimowolnie zdębiałem. Ten sam głos, który wcześniej mnie zahipnotyzował. Znowu mnie na chwilę sparaliżowało. Jednak tym razem chyba bardziej ze strachu niż z podziwu. Spojrzałem w jego stronę. Założył nogę na nogę, a ręce rozciągnął na oparciu kanapy. Wyglądał jak jakiś władca. Poczułem na sobie spojrzenia wszystkich obecnych w pomieszczeniu. Spojrzałem w oczy bruneta. Sądząc po tonie głosu, byłem pewny zobaczyć w nich gniew i odrazę. Jednak te były czarne i puste. Cholerna pustka, gdy na nią patrzyłem czułem jakbym tonął w tym mroku, który bił z jego tęczówek. Nie mogłem oddychać.
- Przepraszam za kłopot, już będę szedł. Dziękuję za wszystko. – Wyszedłem szybko z pomieszczenia, starając się uspokoić bijące serce. Nim zamknęły się za mną drzwi, zdążyłem jeszcze usłyszeć jak fotograf stara się wyjaśnić sytuację oraz lodowate „Deidara nie strzęp języka i tak mnie to nic nie obchodzi”
Co się właśnie stało? Czy ta osoba, która tańczyła i ta, którą teraz widziałem to jedna i ta sama? W ogóle co to był ton? No dobra rozumiem, że to ja byłem tam intruzem, ale grzeczniej się nie dało? Gdy tylko otrząsnąłem się z tego irracjonalnego strachu, wkurzyłem się tak, że miałem ochotę coś rozwalić. Cofam wszystko co wcześniej mówiłem. Ten gościu to nadęty bufon, którego obchodzi tylko czubek własnego nosa. Cholerny kłamca, który pewnie tylko udaje miłego by zyskać większą popularność. Zwykły drań.
Przepchnąłem sie koło grupki dziewczyn, które starały się ominąć stojącego przed drzwiami mężczyznę o niebieskich włosach - zapewnie ochroniarza.
- Sasuke!
- Wyjdź proooszę!!! - Krzyczały.
Byłem już w połowie korytarza, kiedy intuicyjnie odwróciłem się słysząc poruszenie. To co zobaczyłem wkurzyło mnie jeszcze bardziej. Promiennie uśmiechający się Sasuke rozdawał fankom autografy. Co chwila coś mówił, co wywoływało kolejne piski zachwyconych dziewczyn.
Z poczuciem totalnego nie ogarnięcia życiowego udałem się w stronę wyjścia z galerii. Poprzednie zaciekawienie ustąpiło miejsca zdenerwowaniu i zirytowaniu. Trzy razy Z w tak krótkim czasie. I to wszystko przez jedną osobę. Sasuke Uchiha. Drań


**
I tyle. Nie dajmy się pokonać szkole! W imię łączenia się wspólnym bólu zapraszam do komentowania ;3

piątek, 29 sierpnia 2014

Stańmy razem w blasku fleszy #1

I tak o to powracam do blogowania. Blog zawsze był on w mojej pamięci i ciągle pisałam, jednak wiele czynników złożyło się na moją nieobecność.
Dziś rozpoczęłam nowy rodział w życiu, więc i moje opowiadanie dostaje nowy post.
Zapraszam do czytania i komentowania.

***
Niedługo dostanę wypłatę.. Trzeba będzie opłacić rachunki.
- Nie wierzę, że mnie nie wybrali.
Ale przez tą wpadkę zastawą  w zeszłym tygodniu, szef wspominał, że potrąci mi jej koszt.
- Mogło się dostać przeszło sto osób, więc dlaczego akurat mnie odrzucili?!
I tak mało mi płacą, więc raczej w tym miesiącu nie starczy na wszystkie wydatki. Znowu.
- Wysłałam chyba z tysiąc zgłoszeń! No ja po prostu nie wierzę!
A już nie wspominając o bieżących sprawach, pewnie znów przyjdzie mi się żywić zupkami w proszku. Zacząłem jej już chyba nawet lubić.
- Taka okazja by się wykazać przed moim ukochanym poszła się walić!
W pierwszej kolejności idą opłaty za mieszkanie. Jesteśmy zadłużeni i właściciel groził, że nas wyrzuci.
- Powinni odrzucić tą całą biedną hołotę zgadzam się, ale w końcu ja jestem bogatą gwiazdą wielkiego formatu! Prawda Naruto? Naruto?! NARUTO?! Czy ty mnie słuchasz?
Spojrzałem mętnym wzrokiem na moją „koleżankę” z ławki. Czyżby moje kiwanie głową nie wystarczyło?
Dziewczyna o farbowanych włosach koloru ciemnoczerwonego patrzyła na mnie z oburzeniem.  Miała na imię Karin i była kimś w rodzaju szkolnej diwy. Czyli obrzydliwie bogatym i rozpieszczonym autorytetem w dziedzinie wyzywających, obcisłych ubrań oraz mocnego makijażu. Jak to się stało, że ja, jakże przeciętny chłopak, który miał wielkiego pecha w życiu i typowy plastik dzielimy razem ławkę? Nie jestem pewny. Najwidoczniej ignorowanie, jak ktoś zagląda mi przez ramię podczas sprawdzianów i beznamiętne potakiwanie jako reakcja na jej wieczny potok słów wystarczyło, żeby dostąpić tego zaszczytu. Mnie prawdę mówiąc było to obojętne. I tak nie miałem znajomych w klasie. Nie tyle co nie chciałem, co nie miałem czasu na takie rzeczy.
- Sorka, sorka - zaśmiałem się cicho. - No ale przecież Cię słucham. Mówiłaś o.. "Uchiha Corporation" prawda? – Zawahałem się tylko na chwilę, co mogło mnie zdradzić, że wcale nie słuchałem, ale szczęśliwie nie dostrzegła tego.
- Właśnie! Bo wyobraź sobie, że na pewno odrzucili moje podania, bo jakaś wredna jędza mi zazdrości i nie chce dopuścić do… - Zwykle jej słucham. Serio. Chociaż połowicznie. Ale teraz pod koniec miesiąca mam tyle spraw do załatwienia, że brakuje mi już siły.
"Uchiha Corporation" jest międzynarodową firmą, utrzymującą się w czołówce krajowej, oraz zajmującą się praktycznie wszystkim. Udzielają się na scenie modelingu, kręcą reklamy, ale także nagrywają płyty i organizują koncerty utworzonego z modelów zespołu. Wydają książki, parę czołowych magazynów, wspierali produkcję jakiegoś Oscarowego filmu i paru seriali. Mają nawet własną linię ubrań.
To wszystko wiem od Karin, która opowiada o tym przez cały czas. Jest nie tylko na bieżąco w świecie mody, ale także podkochuje się w jednym z modeli. Gada o tym na tyle często, że zdążyłem przyswoić sobie najważniejsze informacje.
Spojrzałem na jej stronę ławki. Przed nią leżał otwarty magazyn "Top Konoha", zamaskowany umiejętnie książką od historii. O ile dobrze kojarzę poświęcony jest całkowicie czołowej grupie modeli, czy może raczej ikonie wyżej wymienionej firmy o nazwie "Konoha". Grupa składająca się z bodajże paru osób, była chyba najbardziej znanymi ludźmi w kraju. Na ich widok piszczały tłumy, a fani błagali o autografy. Ich twarze były na większości plakatów bilbordów  czy plakatów rozwieszonych w mieście.
Na otwartej stronie widniał wielki napis, ogłaszający nabór do jakiejś akcji reklamowej. To właśnie o tym mówiła Karin.
Odwróciłem wzrok, spoglądając na kartkę leżącą przede mną. Było to naprędce napisana lista rachunków i pilnych spraw do zapłacenia. Tak się składa, że ja nie należę do tej grupy nastolatków, którzy mogą interesować się życiem innych. Mam już wystarczająco dużo problemów ze swoim.
                Mieszkam pod jednym dachem z alkoholikiem i przy okazji jedyną osobą, z którą jestem spokrewniony. Z moim zapijaczonym ojcem chrzestnym żyję od śmierci moich rodziców. Będzie to już parę bardzo długich lat. Sytuacja zmusiła mnie by porzucić beztroskie życie i dorosnąć. Widok tego człowieka siedzącego nad kolejną butelką wódki jest tym co dane było mi widzieć prawie codziennie.
                Gdy tylko osiągnąłem odpowiedni wiek zacząłem szukać jakiejś dorywczej pracy. Aktualnie pracuję na zmywaku w bardzo podrzędnym barze. Warunki straszne, praca niska ale za coś trzeba opłacić chociaż część rachunków. Od państwa dostaję symboliczną rentę po rodzicach, jednak ta zwykle zostaje przechwycona i wydana na alkohol.
Z ust dziewczyny wypływały coraz straszniejsze groźby, pod adresem bogu ducha winnych producentów.
O ile wiem, ta firma organizowała wielką akcje reklamową dla Toyoty, która postanowiła podbić również rynek odzieżowy. Do tego szukali pewnej liczby stażystów. Jak widać Karin nie udało się dostać angażu.
- Nie martw się tym - powiedziałem w jej stronę. Musiałem jakoś przerwać jej słowotok zanim przejdzie do gróźb karalnych. - Będzie pewnie jeszcze nie jedna okazja, byś się na coś załapała.
- No właśnie! - Krzyknęła w nagłym akcie oświecenia. - Pewnie uznali, że ktoś taki jak ja nie powinien brać udziału w podrzędnej akcji i wezmą mnie do czegoś większego! Zagraniczny festiwal, teledysk znanej gwiazdy, a może oni szykują dla mnie kontrakt! Tak na pewno! Już widzę te blaski fleszy, jak mój ukochany trzyma mnie za rękę...
- Proszę o ciszę i zajęcie swoich miejsc. - Rzekł nauczyciel, który wszedł do Sali, wraz z rozbrzmiewającym dzwonkiem. Zawsze się zastanawiałem jak on to robi. Jakoś sobie odlicza? - Zaczynamy czytać od drugiego akapitu, tematu numer cztery, znajdującego się na stronie trzydzieści sześć. Za chwilę będę odpytywał osoby nie posiadające pracy domowej z poprzedniej lekcji, czyli charakteru i przyzwyczajeń Napoleona.
Karin spuściła głowę chowając się prawie cała za książką i pogrążyła w lekturze magazynu. Nawet ona nie odzywała się na lekcjach z dyrektorem.
Czyli mam godzinę ciszy i spokoju. Dyrektor mnie lubi. Nie na darmo zdobywało się te szóstki ze sprawdzianów. Spojrzałem w okno. Drzewa już w pełni się zieleniły, śnieg dawno odszedł w zapomnienie. Hmm.. po opłacie mieszkania zostaje prąd, woda i gaz, jeśli najpierw zapłacę..

***

Największe oblężenie sklepów jest w dniu wypłaty. Na ten dzień pewnie ostrzy sobie zęby większość producentów. Ludzie korzystając z tego, że mają większą ilość pieniędzy wybierają sie na duże zakupy. Oczywiście nie liczę osób, które mają ich na pęczki i galerie handlowe są ich drugim domem. Na przykład taka Karin, ubrana dziś w różowe, kuse wdzianko i umalowana w bardzo wyzywający makijaż. Mam wrażenie że był ostrzejszy niż zwykle. W sensie mam wrażenie że te natężenie cieniów, kresek i pudru było jednak ciut za duże.
Wracając do tematu. Jest to wręcz idealny okres na podwojenie ilości reklam lub prowadzenie przeróżnych kampanii promocyjnych. Ten kto wyznaczył taki termin na wielką akcję reklamową, przeprowadzoną przez – powiedzmy sobie szczerze, idolów młodzieży, musi na prawdę dobrze znać się na strukturze dzisiejszego rynku. Albo umieć zagłębić się w psychikę docelowych konsumentów – przykładowo taka Karin. Widząc swojego idola w ubraniach z jakiejś kolekcji na pewno zapełni sobie nią całą szafę. W sumie osoba za to odpowiedzialna z pewnością musiała się znać na obu tych rzeczach.
Akcja Konochy miało mieć miejsce w SUNA GALLERY. Jest to największa galeria handlowa w naszym mieście. Śmiało mogę stwierdzić, że to chyba jedna z większych w kraju.
 Kiedy weszliśmy do galerii, jak zawsze przytłoczył mnie ogrom tego budynku. Starałem się nie bywać tutaj zbyt często.
Miał on cztery piętra w górę, parter i dwa w dół oraz mieścił około półtora tysiąca sklepów. Ja bez pomocy mapki, na pewno szybko bym sie zgubił i resztę życia spędził w jakimś ciemnym, nieczynnym kiblu. Jestem tego pewny.
Do tego miejsca zaciągnęła mnie Karin, w sobotę z samego rana. W jej magazynie była zapisana data i dwie galerie, w których miała odbyć się akcja. Podobno członkowie grupy mieli się podzielić i równolegle przeprowadzić swoje wystąpienie. Nie chciałem nawet wspominać, że skoro tak, to Karin wcale nie musi spotkać tutaj swojego idola. Jeśli powiedziałbym to na głos zostałbym  pewnie z wyzywany. I to ostro.
Czemu wzięła mnie, a nie jakąś swoją psiapsiułę? W sumie dobre pytanie. Dziewczyna uargumentowała to mniej więcej tak, że pokłóciły się wszystkie właśnie o tego modela i jego względy. A ponieważ nie wypadało jej przyjść samej, więc uznając, że ja jej chłopaka nie ukradnę, wybrała mnie. Nawet nie wiem kiedy się zgodziłem. Najprawdopodobniej potaknąłem jej o jeden raz za dużo.
Moja powiedzmy znajoma z ławki, ma totalnego fioła na punkcie Sasuke Uchihy, lidera grupy Konoha. W jego plakatach ma wytapetowany cały pokój, przynajmniej tak mi się chwaliła. Używa tylko kosmetyków, które on – bądź ewentualnie ktoś z jego grupy - zareklamował, oraz zna każdą jego piosenkę, wypowiedź i reklamę na pamięć. Mogłem się o tym niestety przekonać w praktyce.
Nie za bardzo rozumiem jak można kochać się w osobie, z którą nigdy się nie rozmawiało. Tylko ciągle patrzeć na jego zdjęcia, wychwalać jego "czarne, lśniące włosy" oraz "boskie onyksowe oczy". Raz jej to wytknąłem. Usłyszałem, że się nie znam, że nigdy nie kochałem i że nie wiem co to znaczy prawdziwa miłość. Z tym ostatnim w sumie muszę się zgodzić. Nigdy nie miałem czasu uganiać się za żadną dziewczyną. W życiu, mimo że mam już siedemnaście lat,  spodobały mi się może z dwie dziewczyny, do których jakoś nigdy nie udało mi się specjalnie zbliżyć. Należałem do osób, które nie były zbyt popularne w szkole.
Wczesne wstawanie nie sprzyja dobremu samopoczuciu.
- Dzięki temu, że przyszliśmy wcześniej może uda nam się znaleźć  centrum wydarzeń! - Ekscytowała się Karin. - Choć ty oczywiście i tak musiałeś sie grzebać. I nawet się nie uczesałeś! Powiedz mi  jak ja przy tobie wypadnę!?
- Wypraszam sobie - powiedziałem przygładzając włosy ręką. - Czesałem się. To już nie moja wina. Tych włosów  nie da się ułożyć.

***

Okrążyliśmy całą galerię dwa razy. Po środku każdego z pięter na podeście stały plansze przedstawiające ubrania zawarte w kolekcji. Wokół każdego z nich krążyli ludzie rozdający ulotki, turkusowe balony z napisem „Toyota”, oraz markowe krówki. Tymi innymi nie pogardziłem ani razu. Nigdzie jednak Karin nie wypatrzyła nikogo znanego. Choć nie poskąpiła sobie przyjemności zrobienia zdjęcia z każdą planszą na, której znajdował się jej ukochany model. Za każdym razem odwracałem głowę, więc szczerze nawet nie jestem pewny jak ten koleś wygląda.
- Dobra ja siadam - W ramach osobistego buntu, za wczesne wstawanie zaraz po nocnej zmianie i ciąganie po sklepach usiadłem na pierwszym lepszym, zdatnym do tego miejscu. Był to murek otaczający jedną z dwóch niskich fontann, znajdujących się po dwóch stronach placu. Znajdowaliśmy się aktualnie na piętrze -1. Było to tak zwane centrum rekreacyjne galerii, z racji usytuowanych tu kawiarni, maszyny do zdjęć, lodziarni, placu zabaw dla dzieci oraz cukierni. To tutaj najczęściej ludzie odpoczywali po zakupach lub umawiali się na spotkania towarzyskie.
- Nie mam zamiaru ominąć mojej życiowej szansy przez twoje lenistwo. - Karin zaczęła spychać mnie z murka. Na poczekaniu starałem się wymyśleć jakąś wymówkę, która uratowałaby moje zmęczone nogi.
- Czy to nie miała być reklama Toyoty? To weź się obróć i powiedz co przypomina Ci ten samochód? - Wskazałem na czarne auto stojące w samym centrum placu. Chyba wybrałem dobre miejsce na bunt. Szczerze, to nie dałbym rady chodzić dłużej po tym miejscu. Jak te wszystkie dziewczyny wytrzymywały to, chodząc dodatkowo na szpilkach? Jakaś forma masochizmu?
- Może i masz rację - powiedziała Karin, rozglądając się, chodź dam głowę, że nawet nie spojrzała na samochód. - W takim razie idę się rozejrzeć za kimś , kto jest za to wszystko odpowiedzialny. Jestem pewna, że jak Sasuś mnie zobaczy, to od razu się we mnie zakocha. Wtedy to już na pewno będą mnie błagać bym do nich dołączyła! - I tak odeszła kręcąc, jak dla mnie za mocno, biodrami. Szybko zniknęła w tłumie, który swoją drogą zaczął robić się spory. Rozprostowałem zbolałe nogi. Może kiedyś spytam Karin jak ona to robi, że nawet się dzisiaj nie zmęczyła. Choć może to być też kwestia wprawy.
Z braku innych zajęć rozejrzałem się po otoczeniu. Nowa produkcja Toyoty w postaci  czarnego samochodu z wielką Miku Hatsune na boku, stała na turkusowym błyszczącym podwyższeniu. Z mojej fontanny miałem na niego dobry widok, choć z jakiegoś powodu lampa nad nim się nie świeciła, pozostawiając auto w lekkim cieniu.
O ile mnie wzrok nie mylił ktoś na nim siedział. Czyżby kolejny klient zmęczony chodzeniem? Szybko wykluczyłem tą możliwość. Ochrona by raczej na to nie pozwoliła. Co ja mówię, pewnie od razu kogoś takiego wyrzuciłaby z galerii. Rozejrzałem się kontrolnie. Od razu w oczy rzucił mi się mężczyzna w garniturze, który mówił coś do krótkofalówki. Tajniacy wszystko obserwowali.
Więc czyżby był to ktoś z tej słynnej Konohy? Sądząc po posturze, był to chłopak. Siedział na dachu, prawą nogę zgiął w kolanie, lewej pozwalał zwisać z przedniej szyby. Czarna bluza prawie zlewała się z jego włosami, które lekko wystawały z naciągniętego kaptura. Jedyne co wyróżniało się, to turkusowe trampki, które jednak zlewały się włosami naklejonej na szybie Miku. Tłum zdawał się go nie zauważać, poświęcając uwagę rozgadanym hostessom. Wszystkie dziewczyny tu zgromadzenie były tak zaaferowane całą ta akcją i robieniem zdjęć rozstawionym panelom z modelami, że samochodowi pewnie nie poświęciły ani chwili uwagi. Jakie to zabawne, że ich idol siedzi parę metrów od nich, a one nie zdają sobie z tego sprawy.
Nie wiem co one widzą w tym nadętym ćwoku. No dobra nie znam go, ale wystarczy spojrzeć na jego lekceważącą postawę. Lekko przesunąłem się na murku i mogłem zobaczyć jego twarz, gdyż rozglądał się dookoła. Obojętna mina nie wyrażała żadnych emocji, jakby gdzieś miał tych wszystkich ludzi, te wszystkie fanki, które przyszły to pewnie wyłącznie dla niego i całą tą akcje. Poszczęściło mu się w życiu, jest sławny, ma kasę i odnosi same sukcesy to pewnie i od razu myśli, że jest lepszy od innych..
- Siema Naru - Moje wyżywanie się na być może bogu ducha winnym chłopaku przerwał Gaara. Mój jeden  z nielicznych szkolnych znajomych z równoległej klasy.
- Co tu robisz? - spytałem. Ściskając wyciągniętą rękę.
- Praca, Naruto, praca. Mam przerwę - westchnął ciężko siadają koło mnie.
- Mam już dość tych wszystkich ludzi. „Przepraszam bardzo, czy ma pan może dietetyczne ciastka? Ale najlepiej z lukrem i dżemem. ” albo „Ja mam uczulenie na czekoladę, ma pan może jakieś ciasto bez tej czekolady? Chociaż fajnie by było, żeby jednak miało smak czekolady, bo wie pan ja lubię czekoladę. Tylko pan zrobi tak by mnie nie uczuliło.” – Gaara przejechał ręką po twarzy, na wspomnienie klientów odwiedzających cukiernię, w której pracował.
Zaśmiałem się cicho i poklepałem go po ramieniu. On też ma ciężki weekend. Chociaż dalej nie potrafiłem go sobie wyobrazić jako sprzedawcę. Zawsze miał wybuchowy charakter.
- A wiesz może na czym ma polegać to całe zamieszanie? - W sumie nie jestem jakoś specjalnie dobrze poinformowany.  A być może mój kolega był lepiej obeznany w sytuacji, w końcu jest na tym piętrze od rana.
- Nie. Wiem tyle co ty. Od rana stoję za ladą i widziałem tylko jak rozstawiają te panele, potem byłem zbyt zajęty. - Powiedział wzruszając ramionami.
Ból zaczął powoli znikać z moich kończyn, a po wypiciu energetyka podsuniętego przez Gaarę, zacząłem w miarę normalnie funkcjonować. Spojrzałem na zegarek. Była 12:11. Nie wiem czemu ale zawsze lubiłem oglądać powtarzające się cyfry na tarczy. Przyznaję, mogło to dziwie wyglądać z boku. Siedziałem pochylony wlepiający oczy w nadgarstek. Jeszcze parę sekund. Jak zawsze w takich sytuacjach, czas jakby zwolnił. Wybiła 12:12. Już chciałem szepnąć "Raz, dwa, trzy moje szczęście" gdy nagle muzyka, która leciała z rozmieszczonych na ścianach głośników zmieniła się. Była to, jakże popularna ostatnio piosenka Miku Hatsune "Word is Mine". Znałem ją, ponieważ mimo, że wykonawcą był syntezator śpiewu, czasem leciała w radiu. Była w miarę cicha i przedstawiała sam instrumental. Właśnie brak słów mnie zastanowił.
Poczułem szturchnięcie łokciem. Spojrzałem w kierunku mojego towarzysza, który  walnął mnie bezceremonialnie. Wolno zacząłem rozmasowywać ramię, w które mnie uderzył.
- Coś się chyba zaczyna. - Powiedział wskazują na tłum. Faktycznie pisk dziewczyn, prawie na pewno nie był bezpodstawny. Musiałem stanąć na murku fontanny by móc coś dojrzeć poprzez rosnący ze zdwojoną siłą tłum. Kątem oka zobaczyłem jak ludzie będący na wyższych piętrach podchodzą do barierek, patrząc w dół.
Zdążyłem zobaczył jak chłopak, który stał teraz na dachu samochodu, skacze w dół. Odbił sie rękami od przedniej maski i wykonał imponujące salto po czym wylądował z gracją, o jaką bym go swoją drogą nie podejrzewał, na podeście. Jakoś wcześniej musiał pozbyć się bluzy i paradował teraz w turkusowej koszulce z jakimś nadrukiem. Gdy stanął w świetle, zauważyłem, że na spodniach także ma hafty pasujące do koloru koszulki i butów. Chyba jednak mogłem trochę zrozumieć dlaczego ma takie rzesze fanek. Mimo, że stał przed rosnącym, piszczącym na widok jego akrobacji tłumem, biła od niego spokojna aura.  Jednak wyglądał także dziko, drapieżność kryła się w jego ruchach. Na twarzy błąkał mu się radosny uśmiech, gdy machał do skaczących dziewczyn. Czyżby ta znudzona mina z wcześniej, była tylko wymysłem mojej wyobraźni? Zdążyłem dostrzec słuchawkę w jego włosach, która łączyła się z małym mikrofonem, potem zamigotało światło, aż w końcu całkowicie zgasło na całym piętrze.  Otoczyły nas ciemności, rozświetlone tylko sklepowymi wystawami. Zamarłem by nie spaść z murka i kogoś nie rozdeptać. Muzyka zaczęła się nasilać. Szepty niepewności i spekulacji zaczęły rozbrzmiewać wśród tłumu.

"Sekai de ichiban ohime-sama"